Dla niepalących, ale za to z dymem

W wielu stołecznych restauracjach i kawiarniach wydzielono sektory dla palących. Sala jest więc podzielona na dwie części – jedną dla amatorów palenia i drugą dla jego przeciwników. Przynajmniej teoretycznie. W praktyce stoliki stoją tak blisko siebie, że równie dobrze osoba niepaląca mogłaby usiąść w części dla palaczy. Efekt byłby ten sam.

– Wyznaczanie w zamkniętych miejscach publicznych stref dla niepalących nie jest żadnym rozwiązaniem, bo dym papierosowy i tak rozprzestrzenia się w pomieszczeniu – mówi Jolanta Jabłońska z Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

– To brak rozsądku właściciela lokalu. Co za różnica, czy usiądę po prawej czy lewej stronie sali, kiedy i tak wyjdę śmierdzący tytoniem – mówi niepalący warszawiak Marcin Krzemiński.

Właściciele lokali, w których wydzielono sektory dla palących w obrębie jednej sali, tłumaczą, że starają się, by było to jak najmniej uciążliwe dla klientów.

– Nigdy nie są to stoliki przy wejściu, by klient nie wchodził w opary dymu. Poza tym sekcje dla palaczy są znacznie mniejsze niż reszta lokalu – mówi Paweł Stawicki, szef sieci Pizza Marzano w Warszawie. – Mam wrażenie, że coraz mniej osób pali – dodaje.

Niektórzy uważają, że rozwiązaniem problemu jest takie wydzielenie części dla palących, by była znacznie oddalona od reszty miejsc. – Mamy sporą przestrzeń między sektorami i bardzo dobrą wentylację, więc nie ma problemu – uważa Artur Radecki, menedżer kawiarni Cava na Nowym Świecie.

– Dbamy, by dym papierosowy nie przedostał się do baru, gdzie przygotowujemy kawę – zapewnia Dorota Szczerbicka, rzeczniczka Coffeeheaven. – W większości naszych warszawskich lokali obowiązuje całkowity zakaz palenia. Tam, gdzie lokal jest odpowiednio duży, wydzielamy miejsce dla palących, ale np. na wyższym piętrze – dodaje.

W rzeczywistości jednak, nawet kiedy miejsce dla palących znajduje się na innym piętrze, do obsługi kawiarni docierają skargi. – Klienci dość często narzekają na dym w miejscach teoretycznie przeznaczonych dla niepalących – przyznaje Magda Kossakowska, baristka w jednej ze stołecznych kawiarni Coffeeheaven.

Klienci lokali, w których nie ma oddzielnych sal dla palaczy i niepalących, są narażeni nie tylko na nieprzyjemne przebywanie w tytoniowym dymie, który osiada na włosach i ubraniu. Efekty biernego palenia są o wiele bardziej dotkliwe.

– Zdrowotne skutki biernego palenia są takie same jak w przypadku palenia w sposób czynny – tłumaczy Jolanta Jabłońska. – Nie stwierdzono dotychczas, by istniała minimalna bezpieczna dawka dymu tytoniowego. Każdy kontakt z papierosem może być groźny.

Bierny palacz jest więc narażony na takie choroby jak: nieżyt oskrzeli, zapalenie płuc, zapalenie zatok obocznych nosa, raka płuc, choroby układu krążenia czy astmę. Co ważne, osoby przebywające w towarzystwie palaczy wdychają głównie tzw. boczny strumień dymu tytoniowego, czyli ten ulatniający się z żarzącego się papierosa. Nie jest przefiltrowany i zawiera 35 razy więcej dwutlenku węgla i 4 razy więcej nikotyny niż dym wdychany przez aktywnych palaczy. Ma też w sobie substancje wywołujące alergie, łzawienie oczu, podrażnienie błony śluzowej nosa i kaszel.

Niestety, nie ma w Polsce regulacji, które chroniłyby niepalących przed biernym paleniem w restauracjach. Ustawa z 1995 roku o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych w art. 5 określa, że zakaz palenia obowiązuje w "małych, jednoizbowych lokalach gastronomicznych", ale "poza wyraźnie wyodrębnionymi miejscami". Przepis jest więc martwy.

– Wydzielanie stref dla palących jest tylko dobrą wolą właściciela lokalu – mówi Wiesław Rozbicki, rzecznik warszawskiego sanepidu.

Źródło: horeca.pl

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *