Na lotnisku w Bergen, gdzie zbieraliśmy te informacje, wraz z przedstawicielami wielu mediów z Norwegii, panował chaos. Zapowiedzi strajku były wprawdzie zamieszczane na internetowej stronie linii lotniczych, jednak pasażerowie, bukujący bilety przez internet, a przy tym podający numery komórkowych telefonów, nie zostali przed nim ostrzeżeni ani telefonicznie, ani mailowo. W efekcie przybyli na lotniska i zastali… puste stanowiska odpraw pasażerskich oraz kolejki przed okienkami linii lotniczych, których bilety posiadali.
Polacy stali w długiej kolejce. Posuwała się bardzo powoli a organizacja informacji lotniskowej była bardzo słaba. Z trudem usiłowali więc przełożyć loty do kraju, nie ponosząc dodatkowych kosztów.
Najczęstszą propozycją składaną przez przedstawicieli linii Norwegian była oferta dojechania pociągiem do czynnego w tym dniu lotniska w stolicy kraju – w Oslo, co zajmuje około 7 godzin, a następnie wystartowanie w kierunku Polski jednym z planowych samolotów, na które było jeszcze rano nieco wolnych miejsc.
Niektórzy decydowali się na inny środek lokomocji – autobus, zaproponowany przez linie lotnicze, gdy okazało sie, że brakuje miejsc na pociąg.
Strajk Norwegów ma podłoże płacowe. Pracownicy lotnisk oczekują dodatkowych opłat za nadgodziny, prace w nocy oraz w dni świątreczne. Związki zawodowe, które negocjują z pracodawcą – portami lotniczymi, zapowiadają, że jeśli nie nastąpi zakończenie negocjacji po myśli związkowców, to 20 maja zamknięte zostanie również lotnisko w Oslo, które obecnie jest czynne.
Także na polskich lotniskach wstrzymane zostały loty do wymienionych na wstępie portów lotniczych w Norwegii.
Z Bergen dla Dziennika Turystycznego TTG Polska
Beata Puka



