… zobaczyć ten tramwaj, co bez konia chodzi – mogli mówić mieszkańcy tego grodu, w którym elektryczne tramwaje pojawiły się już 1898 r., czyli o dziesięć lat wcześniej niż w Warszawie. Lubię przyjeżdżać z Warszawy do Łodzi, przepraszam do miasta Łodzi, jak to jeszcze dziś chętnie podkreślają tutejsi starsi mieszkańcy. Nazywano ją nie bez racji „Miastem pracy”, a buchające kominy fabryczne długo stanowiły wizytówkę miasta. Dziś niektóre z nich przetrwały, będąc drogowskazem do wielu atrakcyjnych miejsc, pulsujących już nie przemysłowym, a kulturalnym życiem. Są te kominy także swoistymi ozdobami wielkomiejskiego pejzażu i punktami orientacyjnymi w terenie. Mówili i mówią o Łodzi „Polski Manchester” – lepiej jednak nie zostanie polską, naszą Łodzią, której kontrasty miedzy nowoczesnymi Machami, fabrykami i fabrykanckimi pałacami, a skromnymi XIX wiecznymi domkami stanowią o jej kolorycie.
Dużo też zawdzięczamy temu miastu, tej rejomontowskiej „Ziemi Obiecanej”. To nie tylko udane zakupy, ale także wrażenia z pobytu w teatrach, galeriach, wystawach, niebanalnych klubach rozrywki, pozbawionych z reguły szpanu i bardziej przyjaznych dla kieszeni Warszawiaka. Łódź to także piękna historia polskiego filmu, wielki ośrodek nauki i edukacji.
Jeśli nie liczyć systemu komunikacyjnego Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, to Łódź znajduje się na czołowym miejscu pod względem długości linii tramwajowych, wyjeżdżających poza miasto także do Zgierza, Ozorkowa, Konstantynowa, Lutomierska, Pabianic i innych miejscowości. Do Łodzi można przyjechać pociągiem, autobusem, samolotem (do Lublinka). Można też przebyć tu tramwajem, co też uczyniłem przed laty wybierając się ze stolicy pociągiem przez Kutno do wąskotorowej stacji Krzewie. Stąd nietypowa podróż wiodła uroczą (niestety nieczynną dziś) kolejką wąskotorową. Dalszy etap – długa podróż tramwajowa z Ozorkowa przez Zgierz, jest i teraz możliwy. Aby kontynuować nietypową formę komunikacji, można przejechać się rikszą ulicą Piotrkowską.
Gdyby na liście, obok imienia i nazwiska odbiorcy, napisać tylko „ulica Piotrkowska nr…”, pomijając omyłkowo nazwę miasta, z pewnością Poczta Polska doręczyłaby korespondencje bez większych trudności.
Na liście łódzkich, ale także europejskich, osobliwości Piotrkowska zajmuje poczesne miejsce. Ma 4, 2 km długości. Jeśli jednak pomnożymy tę długość przez 2 (obie strony ulicy), otrzymamy tak zwany „ciąg handlowo- usługowy” o długości 8,4 km. Ten ciąg, który autentycznie wciąga mieszkańców i licznych turystów, ma w rzeczywistości długość znacznie większą. Weźmy pod uwagę sklepy, galerie, zakłady gastronomiczne i inne ciekawe przybytki, które wypełniają piętra wielu kamienic i długie wąskie podwórza tutejszych kamienic. Ostateczny pomiar długości tego wyjątkowego „ciągu” jest prawie niewykonalny, chociaż dla mieszkańców tego miasta nie ma rzeczy trudnych.
Poza pracowitością cechuje Łodzian pomysłowość. Tu pojawiły się pierwsze udane próby rewitalizacji i zmiany programów użytkowych obiektów poprzemysłowych. Przykład Manufaktury na terenie dawnego zespołu fabrycznego I. Poznańskiego dowodzi, że – po pierwsze Łódź nie kończy się na Piotrkowskiej – po drugie (wbrew malkontentom) idealnie można pogodzić interesy handlu, kultury, w tym opieki nad zabytkami. Świadectwem zaangażowania Łodzian jest też ich nieprzejednana walka o przetrwanie ambitnych wydarzeń kultury.
Będąc na targach turystycznych „Na Styku Kultur:” warto wygospodarować nieco czasu i zobaczyć, jak pięknie godzone są tutaj potrzeby współczesności z poszanowaniem dziedzictwa wielu kultur i wyznań, które tu zawsze współistniały. Fantazja Łodzian nakazała im zorganizować podziemne muzeum kanalizacji, Muzeum sztuki ms kwadrat, skansen architektury miejskiej przy Centralnym Muzeum Włókiennictwa. Czekają: piękna palmiarnia, parki (np. Źródliska), Centrum Fotografii Krajoznawczej PTTK, wyjątkowe Muzeum Sztuki (rewelacyjna kolekcja sztuki współczesnej), Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne itd.
Gdy Łodzianin powie „Na zdrowie” nie oznacza to zawsze toastu, lecz chęć wskazania drogi wypoczynku – parku na Zdrowiu z pobliskim ogrodem zoologicznym i innymi atrakcjami. W wielu miastach chodzimy do „magla”, a miejsce to jest – zdaniem niektórych – najlepszym źródłem informacji. W Łodzi moglibyśmy natomiast wybrać się w tym celu, ale do „magli” (po łódzku: ta magiel). Nie ma jednak takiej potrzeby. Miasto od lat słynie z jednego z najlepszych w kraju – Centrum Informacji Turystycznej.
Wędrówkę po Łodzi wato odbyć w towarzystwie miejskiego przewodnika. Zwróci on z pewnością uwagę na inne specjalności jedynego polskiego miasta, w którym zgodnie życzeniem właściciela, wzniesiono pałac „we wszystkich stylach”. To pałac Poznańskich, cenne muzeum wnętrz, które koniecznie trzeba zobaczyć. Do tutejszych atrakcji należy również gwara. Pamiętajmy, ze tramwaje nie mają „pętli” tylko „krańcówki”, zamiast biletu miesięcznego posługujemy się „migawką”, po to, aby nie złapał nas „cieć” ( w Łodzi to określenie kontrolera, nie dozorcy). Na targach turystycznych może pojawić się bigiel (czyli tłum i zgiełk), a będzie to uzasadnione ih atrakcyjnością. W sklepie mięsnym możemy kupić brzuszek, czyli surowy boczek, by go później łapczywie chechłać, czyli kroić tępym narzędziem. Smaczne są też tutejsze drygle – (zimne nóżki) i leberka – kiełbasa pasztetowa.
Mam i inne argumenty za Łodzią. Nie można jednak zdradzić wszystkich atrakcji. Dlatego przyjeżdżam tu często i to nie tylko na coroczne targi turystyczne „Na Styku Kultur”, na Łódzki Jarmark Turystyczny i do tego zachęcam innych.
Miasto Łódź, targi „Na Styku Kultur” to szansa 1) dziś na dobry biznes; 2) jutro – na efekty inspiracji.
Jan Paweł Piotrowski



