Łódzkie lotnisko przejęło loty z Warszawy

W stolicy ruch jak nigdy, ale tylko na płycie lotniska. W Łodzi, dokąd na czas robót przeniesiono większość rejsów, pasażerowie marzli w namiotach przed miniterminalem.

– Takich pustek nie mieliśmy na Lotnisku Chopina nawet podczas erupcji wulkanu na Islandii – przyznaje dyrektor Radosław Żuk z Portów Lotniczych. Od piątkowego wieczoru z powodu remontu skrzyżowania pasów startowych port odprawił tylko 35 niewielkich samolotów. Lotnisko Chopina obsłużyło zaledwie 10 proc. normalnie odprawianych lotów (m.in. do Wrocławia, Monachium, Zurychu i Pragi).

W weekend Terminal 2 był kompletnie wymarły. Pracownicy kawiarni i sklepów nie mieli nic do roboty. Wiele punktów było zamkniętych.

– Dwa wielkie terminale, a w środku prawie żywego ducha. Aż czuję się trochę nieswojo – dziwiła się Anna odlatująca do Frankfurtu. – Z drugiej strony zawsze chciałabym być odprawiana tak szybko i bez kolejek – dodaje. Przewoźnicy na ten weekend odwołali loty albo przenieśli się do innych polskich portów – Łodzi, Krakowa, Rzeszowa, Katowic i Gdańska. – Dzięki akcji informacyjnej uprzedziliśmy wcześniej pasażerów o utrudnieniach – zapewnia Żuk.

Ale nie wszystkich. Na przykład dwie turystki z Turcji przyszły jakby nigdy nic na przeniesiony lot do Sztokholmu. – Od kilku tygodni podróżujemy po Europie. Dopiero dwie godziny przed rejsem dowiedziałyśmy się, że nasz samolot odlatuje z Łodzi. Nie mamy już szans, żeby tam dotrzeć na czas – mówiła Seineb.

Tymczasem na płycie lotniska aż furczało. Przez dwa dni i trzy noce pracowało tam łącznie 270 osób. W tym czasie robotnicy ułożyli 11 tys. ton asfaltu, czyli równowartość 440 ciężarówek.

Ciężki sprzęt budowlany: ciężarówki, rozściełacze i walce, tworzył pięć grup remontowych. Było ich tyle, że z powietrza wyglądały, jakby stały w korku na pasie. PPL zapewniają, że robotnicy wręcz wyprzedzają harmonogram.

Nad ranem specjaliści w pośpiechu montowali z powrotem oświetlenia pasa startowego, żeby od dzisiejszego poranka odbywał się tutaj normalny ruch. Lotnisko zostanie też zamknięte w dwie kolejne soboty – 11 i 18 września. Wtedy budowlańcy położą na skrzyżowaniu pasów jeszcze dwie warstwy asfaltobetonu.

Większość lotów przejęło filigranowe lotnisko na łódzkim Lublinku. W oczekiwaniu na odprawę tłumy podróżnych stały w długich kolejkach przed terminalem w specjalnie na ten czas postawionych namiotach. Pracownicy lotniska stawali na głowie, żeby wszystko odbywało się płynnie.

W ciągu dnia pasażerom sprzyjała pogoda, ale już ci, którzy odlatywali o godz. 6 rano, narzekali na przejmujące zimno. Zwłaszcza że w kolejce trzeba było czekać nawet godzinę.

– Jadę z Gdańska, więc czy to do Warszawy, czy to do Łodzi i tak musiałabym pokonać pół Polski – mówi Grażyna Zalewska, która wraz z córką jechała na wakacje do Turcji. – Jednak różnica jest, bo tutaj to jakiś koniec świata: wieje, zimno, nie ma gdzie usiąść.

Lecące do Madrytu Martyna i Kasia z Ursusa od razu wiedziały, że ich lot odbędzie się z Łodzi. – Wstałyśmy o wpół do pierwszej w nocy, a ze stolicy wyjechałyśmy samochodem o 2.40. Na szczęście kolejka przed terminalem, choć ogromna, dość szybko się posuwa. Przeczuwałyśmy kłopoty i odprawiłyśmy się przez Internet.

– Jesteśmy w kontakcie z touroperatorami, więc żeby jeszcze wszystko usprawnić, rozdajemy vouchery na loty już w autobusach, którymi przyjeżdżają zorganizowane grupy – mówi Katarzyna Dobrowolska, rzecznik łódzkiego portu.

W sumie przez trzy wrześniowe weekendy Lotnisko im. Władysława Reymonta przejmie 110 dodatkowych lotów, co oznacza łącznie 220 startów i lądowań.

źródło: zw.com.pl

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *