W kwietniu 2010 roku doszło do nieoczekiwanych zmian w zarządzie PKP Intercity. Nowym prezesem został Grzegorz Mędza. Spółkę przejął w bardzo złej kondycji finansowej i, jak się wydawało, bez większych szans na wyciągnięcie jej z kryzysu. Początki działań, które podjął zarząd, nie wróżyły niczego dobrego. Po pierwszym półroczu PKP Intercity zanotowało jeszcze większe straty niż w ubiegłym roku. Wynosiły one około 140 mln. złotych. W październiku zaczęto wprowadzać program restrukturyzacji. Jednym z pierwszych kroków w jego realizacji był „program dobrowolnych odejść”, dzięki któremu ze spółki na korzystnych warunkach odeszła część pracowników, a na pierwsze półrocze przyszłego roku zaplanowano kolejne zwolnienia. Już dziś wiadomo, że nie były to jedyne działania nowego zarządu. W III kwartale br. po raz pierwszy od dłuższego czasu Intercity odnotowało, niewielki jakby się wydawało, zysk w wysokości 15 mln złotych. Co więcej, na przekór pojawiającym się jeszcze kilka miesięcy temu pogłoskom o możliwości upadku spółki, 24 listopada 2010 roku prezes Grzegorz Mędza podpisał w Ministerstwie Infrastruktury umowę ramową na wykonywanie międzywojewódzkich przewozów pasażerskich w latach 2011-2020, co wiąże się z dofinansowaniem działalności tego przewoźnika przez najbliższe dziesięć lat i wyniesie łącznie około 3 miliardy zł. Podpisanie tej umowy umożliwi w końcu sfinalizowanie długo oczekiwanej umowy na zakup od firmy Alstom 20 składów szybkich pociągów „Pendolino”
Czyżby pociągi pędzące z szybkością ponad 200 km/h mogły wwieźć PKP Intercity na proste tory ku przyszłości? Miejmy nadzieję, że tak się stanie i nasz popularny przewoźnik odzyska prestiż, który miał jeszcze kilka lat temu.
Piotr Żyła



