Mniej rannych, ale liczba ofiar ciągle ta sama

Jazda na nartach czy snowboardzie, każdemu kojarzy się z pozytywnym odczuciem, lecz nie zapominajmy, jak groźne mogą być sporty zimowe bez odpowiedniego zabezpieczenia, które może uratować nam życie.
 Wzrost stosowania kasków i ulepszeń w sprzęcie ma obniżyć liczbę narciarskich urazów. Zmniejszenie błędnego użytkowania zabezpieczeń sprawi, że ten sport stanie się bardziej bezpieczny.

Krótsze narty oraz stosowanie kasków przyczyniły się do zmniejszenia liczby narciarskich urazów w ciągu ostatnich 10 lat, lecz niestety ilość ludzi, którzy giną  na stokach w Ameryce utrzymuje się na stałym poziomie. Jest to około 40 osób rocznie. Naukowcy twierdzą, że charakter śmiertelnych wypadków sprawia, że mało prawdopodobnym jest całkowite ich wyeliminowanie.

Według Narodowego Stowarzyszenia Stacji Narciarskich( NSAA) 25 narciarzy i 13 snowboardzistów zginęło podczas sezonu 2009/2010 spośród 59.8 miliona ludzi odwiedzających stoki każdego dnia sezonu.

– Według mnie to rzadkie przypadki. Bazując na naszych badaniach, jest to coś bardzo trudnego do określenia, ponieważ wypadki śmiertelne są przede wszystkim spowodowane zderzeniami ze stałymi obiektami, podczas nadmiernej prędkości – stwierdził Jasper Shealy emerytowany profesor Instytutu Technologii w Rochester , który badał przez 40 lat narciarskie i snowboardowe wypadki.

Typowymi ofiarami stoków byli przede wszystkim mężczyźni, w wieku od kilkunastu do 40 lat. Byli to przeciętni lub zaawansowani narciarze, jeżdżący w kasku, którzy stracili kontrolę podczas jazdy z nadmierną prędkością. Spośród 38 osób, które zginęły w ubiegłym sezonie, 30 to mężczyźni.

Mimo głośnych przypadków takich jak , aktorka Natasha Richardson, która zmarła na skutek urazu głowy po upadku na stoku narciarskim w 2009 r., sport uznaje się za względnie bezpieczny.
Biorąc pod uwagę statystki krajowe, jest to prawda. Wielu obywateli USA traci życie w bardziej bezpiecznych sportach lub po prostu oddając się innym zajęciom. Statystyki mówią, że aż  900 Amerykanów zginęło podczas jazdy na rowerze, 3600 utonęło pływając, bawiąc się w wodzie lub skacząc do wody, za to 39 tys. zginęło w wypadkach samochodowych w 2008 roku, natomiast 46 osób zmarło w wyniku porażenia piorunem w 2007 roku – dane zgodne z Krajową Radą Bezpieczeństwa.

– Najlepszym sposobem uniknięcia obrażeń na stokach jest noszenie kasku i odpowiednich nart oraz jazda w taki sposób, aby móc kontrolować poruszanie się. Zasadą tutaj będzie unikanie zderzeń z obiektami stałymi  jak i z innymi narciarzami i snowboardzistami. Błędnym jest natomiast testowanie skuteczności kasku – stwierdził Michael Berry, prezes  Narodowego Stowarzyszenia Stacji Narciarskich.

Narciarze i zawodnicy powinni kierować się tym, co Berry nazywa kodem odpowiedzialności, który obejmuje zachowania takie jak: zatrzymywanie się w bezpiecznych miejscach, patrzenie w górę i ustępowanie przed zjazdem lub łączenie się na stokach, jak również trzymanie się z dala od zamkniętych stoków oraz odpowiednie korzystanie z wyciągu.

Berry uważa, że mimo iż narciarstwo i snowboarding to jedne z wielu sportów które dostarczają adrenaliny, to następstwem przy wypadku podczas ich uprawiania nie będzie uraz stopy w przeciwieństwie do np. tenisa.

Shealy twierdzi że na 1000 odwiedzających stoki narciarzy, przypada dwóch rannych.

Dla nieznających statystyk snowboarding może wydawać się bardziej niebezpieczny niż narciarstwo. Lecz występuje przy nim mniej wypadków śmiertelnych. Ilość urazów jest od 50 do 70 proc. wyższa niż w narciarstwie. Shealy uważa, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że ludzie uprawiający snowboarding to zazwyczaj młodzi mężczyźni.

Podczas gdy snowboardziści doznają częściej urazów, to ich śmiertelność jest o około jedną trzecią niższa niż u narciarzy. To deski snowboardowe, które nie uwalniają stóp  mogą być prawdopodobnym wyjaśnieniem tego zjawiska. Mianowicie, jeżeli snowboardzista spada na brzeg deski to ociera ona o śnieg i działa jak hamulec. Niestety może to być również przyczyną wielu urazów.

Przypadki złamań kończyn dolnych, które miały miejsce w latach 70. praktycznie już nie występują, jeżeli tylko narciarz ma odpowiednio ustawione, wyregulowane i dobrze utrzymane wiązania, powiedział Shealy. Odsetek złamania trzonu kości piszczelowej zmalał z 25 proc. urazów narciarskich do około 1 proc.

Więcej niż połowa wszystkich narciarzy i snowboardzistów w kraju używa kasków, ale  mimo to zagrażające życiu obrażenia głowy, takie jak złamania czaszki, są nadal możliwe. Zatem optymistyczną wiadomością jest, że w ciągu ostatnich 10 lat, odsetek urazów głowy spadł o 50 procent dzięki częstszemu stosowaniu kasków.

Opracował: Wojciech Gardawski

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *