
Przedstawiciele władz regionu symbolicznie zaczęli budowę przyszłego portu lotniczego na Mazurach, jednej z najważniejszych inwestycji w historii regionu, ale i jednej z najbardziej wątpliwych.
Najpierw było podpisanie aktu erekcyjnego. Potem pierwszą łopatę w ziemię wbił Jacek Protas, marszałek województwa, a po nim inni urzędnicy i zaproszeni goście. Byli posłowie, burmistrzowie, dyrektorzy, prezesi… Wcześniej marszałek mówił: – Cieszę się, że jesteście z nami w tak ważnym momencie. Wiele przygotowań, a dziś oficjalnie rozpoczniemy budowę. Było wiele pytań, czy port lotniczy jest u nas potrzebny, a jeśli tak, to gdzie i skąd wziąć pieniądze na jego budowę. Były głosy, że konkurencja innych lotnisk jest za duża, ale badania pokazały, że bez portu nasze województwo nie ma szans na szybki rozwój.
W ostatnim czasie port Szymany wiele razy był jednym tchem wymieniany z kilkoma polskimi lotniskami, które są symbolem zbyt pochopnego planowania podobnych inwestycji. W jednym szeregu z Radomiem, gdzie lotnisko jest, ale nie może rozpocząć działalności, bo nikt stamtąd nie chce latać. Nie da się ukryć, że w sprawie Szyman wątpliwości było i jest dużo. Że z Mazur nie będzie komu latać, że nie będzie chętnych przewoźników, że marnotrawiona jest olbrzymia kasa unijna, w końcu, że nawet na Zachodzie małe lotniska bankrutują i są zamykane. Nawiązał do tego poseł Miron Sycz. – Nikt nie ma tak wypromowanego lotniska jak my – podkreślał.
Od pewnego czasu urzędnicy nie ukrywają, że Szymany będą przynosić straty. Początkowo 3 mln zł rocznie. – Tak będzie w pierwszym okresie, bo ruch na początku nie będzie tu duży. Ale z czasem będzie stopniowo rósł – przekonuje Leszek Krawczyk, prezes samorządowej spółki Warmia i Mazury, która odpowiada za port lotniczy. – Lotniska w Modlinie czy Łodzi przynoszą większe straty, bo to były duże inwestycje, robione na wyrost. My idziemy na minimum, a dopiero, jak będzie trzeba, zaczniemy się rozbudowywać.
Sukces uruchomienia portu lotniczego zależy od tego, dokąd będzie można z Szyman latać. Na razie urzędnicy zapowiadają, że na Mazury latać będą samoloty firmy SprintAir, niewielkiego przewoźnika, który obsługuje w Polsce połączenie Warszawy z Zieloną Górą. – Ale wynegocjowaliśmy też wstępne porozumienie z przedstawicielami Eurolotu – mówi Leszek Krawczyk. – Prowadzimy również rozmowy z jednym z przewoźników litewskich, który oferuje loty dla 40-50 osób na wschód.
Obecnie w Szymanach trwa budowa pasa startowego o długości 2,5 km. Najpierw trzeba skruszyć stary betonowy pas. Zastosowano do tego ultradźwięki. Rozdrobniony przy ich wykorzystaniu materiał ma być następnie ubity walcami. Na taką nawierzchnię zostanie ułożony nowy asfalt. To nowa metoda, pierwszy raz stosowana w Polsce. Pozwala zmniejszyć koszty budowy i znacząco ją przyśpieszyć. Kilka dni temu podpisana też została umowa na budowę terminalu pasażerskiego.
Cała inwestycja w lotnisko jest warta 205 mln zł, 76 proc. z tej kwoty to wkład unijny. Najdroższa jest budowa pasa startowego – 106 mln zł, i terminalu pasażerskiego – 57 mln zł. Nie mniej ważna jest budowa dojazdu do Szyman. Modernizacja trasy kolejowej z Olsztyna kosztowała ok. 60 mln zł.
Aby nie przepadła unijna dotacja na budowę, mazurskie lotnisko musi być gotowe w 2015 r. W czasie piątkowej uroczystości urzędnicy zapowiedzieli, że pierwsze loty z Szyman odbędą się na początku 2016 r.
Źródło: Gazeta Olsztyn
foto: Radio Olsztyn



