
Od lat ma wciąż te same pasje: sport i zamki. Jeszcze niedawno, gdy Rafał Gręźlikowski parał się sportem wyczynowo, wszelka turystyka ku upragnionym zamkom, była zwykłą łatwizną. No bo, co trzeba wiedzieć, miał na koncie puchar Europy w wyciskaniu sztangi – leżąc! oraz rekord życiowy 195 kg na sztandze przy wadze ciała 85 kg.
Pasje nie ustały, choć ich realizowanie przestało być tak oczywiste. Sportowiec walczy o swoje nowe rekordy jako podróżnik o jednej nodze.

Sztangę zastąpił rower. I to nie byle jaki. Można na nim odbywać zimowe wyprawy rowerowe (z noclegiem pod namiotem). Rafałowi Gręźlikowskiemu taki sprzęt ofiarowali sponsorzy; na rowerze typu fat bike, z oponami jak do motoru, można jeździć po śniegu w wyjątkowo trudnym terenie.
Mimo że podróże urządza najtańszym kosztem, sam, pracując, niewiele może dołożyć do tych solowych wyczynów. Pan Rafał ma rodzinę, troje dzieci i związane z tym finansowe zobowiązania.

Chcąc sprawdzić swoją formę przed wyprawą do ruin zamków położonych na szczytach wzgórz, postanowił odbyć niecodzienną trasę w Tatry i Pieniny. Udało mu się zyskać zgodę Dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego na pokonanie rowerem szlaku do Morskiego Oka, szlaku całkowicie zabronionego a zarazem upragnionego dla środowisk rowerowych. Ale jest istotna bariera – brak niezbędnego wyposażenia zimowego w postaci odzieży puchowej.
I o ile brak jednej nogi w wyznaczaniu sobie zadań nieprzeciętnych nawet dla dwunożnych nie stanowi już dla Rafała Gręźlikowskiego problemu, tak brak odzieży (pieniędzy na jej zakup) może być nie do pokonania.

Z uwagi na charyzmatyczne podejście do tematu samego zainteresowanego, który, pokonawszy własne słabości i niewygody, dociera do celu, a następnie eksploruje odwiedzone miejsce, czyniąc zeń kanwą książki („Zamki, ruiny, legendy”), zgłaszamy pilną potrzebę znalezienia sponsorów dla pana Rafała. Wyprawa tatrzańsko-pienińska ma ruszyć za kilka dni, „puchówka” więc potrzebna jest więc niemal natychmiast!





Jedna odpowiedź
Podziwiam i trzymam kciuki !