
Nim z polskim produktem turystycznym udamy się na ITB w Berlinie…
Zostałem poproszony przez redakcję o komentarz odnoszący się do poziomu atrakcyjności i komercyjnej wartości polskich produktów turystycznych. Wybrane będą konkurowały podczas berlińskich targów ITB z ofertą innych krajów, w domyśle, o gospodarce turystycznej dalece bardziej rozwiniętej od naszej. Zaproszenie od redakcji TTG łączy się z funkcją przewodniczącego Rady POT, którą pełnię. W tym miejscu muszę poczynić konieczne zastrzeżenie. Przewodnicząc temu ważnemu dla rozwoju i zarządzania narodową turystyką ciału, w którym reprezentowane są instytucje administracji państwowej i samorządowej oraz biznesu turystycznego, przyjąłem zasadę, od której nie robię wyjątków. Nie wypowiadam się w imieniu innych członków Rady i bez uzgodnienia nie powołuję na ich opinie. Dlatego ta garść refleksji, którymi dzielę się z czytelnikami TTG, pozostaje wyłącznie moją własną oceną. Przedsiębiorcy turystycznego, ale także zwykłego turysty. Naturalnie moje poglądy są w wielu wypadkach zbieżne ze zdaniem innych członków Rady POT, pomimo że, co zrozumiałe, różni nas punkt widzenia niektórych problemów. Członkowie Rady nie ograniczają się do zadań wynikających wprost z postanowień ustawy. Występują z wieloma inicjatywami związanymi z aktualnymi problemami dotyczącymi gospodarki turystycznej, proponują sposoby rozwiązań, inicjują nowe kierunki działania we współpracy z instytucjami państwowymi, samorządowymi i organizacjami przedsiębiorców turystycznych. Na przykład realizowany jest cykl posiedzeń, dotyczących wybranych dziedzin gospodarki turystycznej, który odbywa się w ośrodkach regionalnych, między innymi podczas tematycznych imprez targowych. Na przykład spotkanie poświęcone zagadnieniom rozwoju turystyki wiejskiej zorganizowane zostało w trakcie kieleckich targów Agrotravel. Z kolei Łódź wybrana została na miejsce sesji, której wiodącym tematem była gastronomia w ofertach turystycznych. To miasto o szczególnej historii, kojarzone niedawno z dogorywającą poprzemysłową legendą Ziemi Obiecanej, nabiera nowego kolorytu. Zdobywa nową markę dzięki udanej adaptacji obiektów fabrycznych, tchnieniu w nie na powrót życia, choćby klimatu modnego clubbingu, restauracji i lokalików tworzących szlaki turystyczne. Podobnie Rada POT podchodzi do innych działów – turystyki wodnej, parków krajobrazowych, city break, i tak dalej. W styczniu obrady Rady POT zorganizowane zostały na Jasnej Górze, ich tematyka dotyczyła Światowych Dni Młodzieży. Tym wydarzeniem żyła będzie w połowie roku Polska i duża część świata. Nie sposób tej szansy nie wykorzystać do promocji Polski i narodowej turystyki. Przygotowuje się do tego zadania Polska Organizacja Turystyczna. W posiedzeniu Rady POT w Częstochowie uczestniczyło szerokie grono zaproszonych przedstawicieli władz kościelnych i administracji państwowej, Komitetu Organizacyjnego ŚDM 2016, instytucji samorządowych, regionalnych i lokalnych organizacji turystycznych, przedsiębiorców turystycznych, sektora firm związanych z obsługą ruchu turystycznego. Ustalenia dotyczyły właściwego wykorzystania tego międzynarodowego wydarzenia dla budowy wizerunku naszego kraju, między innymi poprzez właściwy dobór informacji o Polsce i przygotowanie ofert zachęcających do poznania turystycznych walorów ojczyzny świętego Jana Pawła II. Pobyt młodzieży w Polsce stwarza również wyjątkową okazję do tworzenia i promowania tak zwanych produktów turystyki pielgrzymkowej, stanowiących znaczącą część usług sektora turystycznego na świecie, z szansą dynamicznego rozwoju w Polsce. Na podstawie doświadczeń miast – organizatorów dotychczasowych Światowych Dni Młodzieży oraz touroperatorów, dokonano oceny popytu za granicą na usługi turystyki pielgrzymkowej, a także koniecznego dostosowania ofert do wymagań i ograniczeń w zakresie komercjalizacji obiektów sakralnych dla potrzeb turystyki kulturowej i przemysłu spotkań, określonych w stanowisku władz kościelnych.
Cykliczne obrady Rady POT w regionach będą kontynuowane, w tych wszystkich miejscach, w których tworzone są profesjonale produkty turystyczne, powstają nowe miejsca pracy związane bezpośrednio z usługami dla turystów, ale także rozwijają się firmy powiązane z sektorem turystyki. Dzięki nim narodowa turystyka zyskuje, rozkręca się gospodarka, rosną wpływy do budżetu. Te słowa dziś wypowiada się lekko, z poczuciem sukcesu, jaki odniosła polska branża turystyczna, stając się istotną gałęzią narodowej gospodarki, przez wiele lat zaś uporczywie niedocenianą, lekceważoną, spychaną na daleki plan. Obecnie, pomimo zjawisk kryzysowych, które nie omijają i jej, może czuć satysfakcję. Mam w pamięci okres, w którym turystyka nie należała w Polsce do kategorii biznesu, lecz sfery socjalnej. Przejście w realia gospodarki rynkowej wiązało się z pokonaniem wysokiego progu wymagań, dostosowania do realiów swobodnej gry konkurencyjnej. Jej proste reguły były stopniowo krępowane gorsetem, często zawikłanych i niejasnych przepisów administracyjnych, początkowo szytym z rodzimych uregulowań prawnych, potem dodatkowo usztywnianym przez prawodawstwo dyrektyw unijnych. Zdaliśmy trudny egzamin, dorównujemy innym krajom pod względem standardu świadczonych usług turystycznych. O ile nie popełnialiśmy na tej drodze reform grubszych błędów, wykorzystując coraz lepiej potencjał turystyki naszego kraju, wynika w dużej części z prawidłowego wywiązywania się z zadań Polskiej Organizacji Turystycznej, ważnej agendy rządowej, która w systemie narodowych organizacji turystyki w Europie odpowiada za zarządzanie polską turystyką i jej promocję. Mając świadomość bezspornych osiągnięć, jestem jednak jak najdalszy od postawy bezkrytycznego zadowolenia. Przeciwnie. Turystyka w naszym kraju nie wykorzystuje potencjału rozwoju. Nasuwa mi się na myśl porównanie z sadownikiem, który stosunkowo małym nakładem sił zebrał pierwszy plon z niższych gałęzi owocującego drzewa i teraz musi wspiąć się po rosnące na wyższych gałęziach.
Analogicznie, polska turystyka musi postarać się wejść o szczebel wyżej, zacząć rutynowo posługiwać się bardziej wyspecjalizowanymi narzędziami konstruowania ofert, promocji i informacji o nich. Podzielam opinię specjalistów, twierdzących, że takim kolejnym wyższym szczeblem powinno być, między innymi, wyraziste kreowanie odmienności regionalnych. Słuszność takiego stanowiska potwierdza współczesna moda, dotycząca wyboru form wypoczynku. Oczekiwania rosnącej grupy klientów biur podróży wskazują na pewien przesyt atmosferą światowych kurortów, motywujących ich do wybierania się w rejony mniej znane, oferujące lokalne produkty turystyczne o wysokim standardzie usług. Rzecz jasna, nie bez wpływu na zmiany w przyzwyczajeniach urlopowych ma obecna niestabilna sytuacja w rejonach, które dotąd gromadziły największe rzesze turystów. Ale nie do końca. Popyt na lokalne atrakcje pojawił się wcześniej. Kampanie wizerunkowe, promujące za granicą atrakcje polskich regionów, trafiają na podatny grunt. To jednak za mało. Należy polecaną ofertę skierować do konkretnych nabywców, bo to oni, a nie touroperatorzy, podejmują ostateczną decyzję o miejscu i formie wyjazdu urlopowego. Walory ojczystego kraju coraz bardziej doceniają rodacy. Wielu z nich zwiedziło świat. Porównanie poziomu usług często wypada na korzyść rodzimych organizatorów turystyki. Szansę dla rodzin, które w mniejszym stopniu, lub w ogóle nie korzystały z usług turystycznych, stwarza program 500+. Dodatkowe pieniądze w budżecie domowym mogą zostać przeznaczone także na wakacyjne wyjazdy. Przy tej okazji postawię kontrowersyjną tezę, która w wielu środowiskach wywołuje odruch spontanicznego sprzeciwu. Zakaz handlu w niedziele. Wprowadzenie go, z pewnością przekierowałoby w znacznym stopniu nurt przepływu strumienia turystyki zakupowej w stronę tradycyjnych form wypoczynku w czasie wolnym. Handel wielkopowierzchniowy straciłby relatywnie niewiele, odczuwalnie zyskałaby za to branża turystyczna. Mówię to z pozycji przedsiębiorcy turystycznego, który szuka każdego sposobu, podnoszącego frekwencję klientów. Rada POT rekomenduje działania pobudzające zainteresowanie turystyką krajową, promocję urlopowych segmentów, dostosowywanie ofert wypoczynku w zależności od pory roku, popularyzację wyjazdów poza miejsce zamieszkania w okresie długich weekendów. Przy tym techniki promocji i organizacji sprzedaży to newralgiczny obszar. Spośród doniesień medialnych wyłowiłem informację, że jednym z proponowanych rozwiązań, usprawniających system gospodarczy, będzie scalanie działań i instytucji zajmujących się promocją branż. Jedna agencja, jednolita koncepcja, spójny przekaz. W założeniu brzmi sensownie. Ale czy w przypadku turystyki taki model się sprawdzi, gdy jej specyfika i koloryt zostaną wciśnięte i stłamszone pomiędzy działami gospodarki dalece od niej odmiennymi? Nie wszystko da się ze sobą połączyć, żeby całość była strawna. Pomyślmy. W sezonie zimowym zachęcamy do wypoczynku na południu kraju. Wiodącą jest oferta dla narciarzy. Ci, jak wiadomo, muszą dotrzeć na ośnieżony stok, korzystając z różnych form transportu. Czy to znaczy, że ma szansę wypalić wspólna reklama firm transportowych? Narciarzu!, korzystaj z usług Polskich Linii Lotniczych LOT, Polskich Kolei Państwowych i Polskich Kolei Linowych. Oczywiście żartuję, nie na tym ten pomysł polega. Niemniej jednak praktyka rządzi się swoimi prawami. Przewoźnicy lotniczy często opierają kampanie reklamowe na poczuciu radości pasażerów, udających się na wymarzone wakacje na pokładach samolotów, a spółki kolejowe zachęcają rowerzystów do weekendowych wypadów za miasto. Czy takie akcje promocyjne wymagają angażowania jednej ogólnonarodowej, wszechwiedzącej agencji, zatrudniającej specjalistów wszystkich dziedzin? Z pewnością nie. W realiach polskiej turystyki dobrze sprawdza się podstawowe medyczne przykazanie, przede wszystkim nie szkodzić. Bywa, że jeden błąd, wynikający z braku doświadczenia gremium ustawodawczego, niefrasobliwości urzędniczej, administracyjnego zaniechania lub przeciwnie, pochopnej decyzji podjętej pod wpływem okoliczności, bez analizy możliwych konsekwencji, potrafi na lata zdezorganizować rynek usług. Przykład. System gwarancyjny. Rozwiązanie, które wprowadza ład proceduralny w przypadku bankructw biur podróży, sprawdzone w krajach o rozwiniętej gospodarce turystycznej, zostało z powodów pozamerytorycznych odrzucone przez rodzime instytucje, decydujące o kształcie naszego prawa. Wymaganej implementacji dyrektywy unijnej dokonano w sposób wykoślawiający system postępowania. Efekt – wiadomy. Upadek polskiego touroperatora powoduje chaos organizacyjny. Cierpi na tym przede wszystkim Bogu ducha winny turysta, który oszczędzał na wyczekiwanych urlop, wywiązał się z należności wobec biura turystycznego i raptem, nie ze swojej winy, ni z tego ni z owego wyrzucany jest z hotelu na bruk. Poniżany i upadlany. Wbrew woli zmuszony do przerwania wakacji, koczowania na lotnisku w oczekiwaniu na uwłaczającą godności ewakuację do kraju. Potem czekające, zawiłe, długotrwałe formalne korowody związane z ewentualnym uzyskaniem zwrotu utraconych pieniędzy, bo zmarnowanego wypoczynku nic przecież nie zrekompensuje. Tak nie musi być. Założenia programu systemu gwarancyjnego, przedstawione przez samorząd gospodarczy przedsiębiorców turystycznych w 2010 roku, tworzyły podstawę do wyjścia ze stanu zapętlenia. Podstawa systemu to zapewnienie klientom upadłego biura turystycznego możliwości dokończenia wakacji, pokrycie zobowiązań finansowych wobec firm świadczących zakupione usługi, gwarancja sprawnego transportu powrotnego po zakończeniu urlopu. Po latach idziemy po rozum do głowy i wracamy do tamtego, dobrego, przemyślanego projektu. Mówię o tym dlatego, że ówczesny brak zgody na wprowadzenie prawidłowych reform, wydatnie opóźnił dynamikę tendencji rozwojowych polskiej branży turystycznej. Ten rozwój, choć następuje, wciąż przebiega w zwolnionym tempie. Mógłby być nieporównywalnie szybszy, gdyby branży turystycznej stworzono ku temu właściwe warunki. Podany przykład systemu gwarancyjnego jest jednym z wielu. Być może wkrótce ten problem uda się wyeliminować, ale podobnych, tyle że mniej roztrząsanych w mediach, jest wiele.
Berlińskie targi ITB rokrocznie są miejscem zawierania kolejnych kontraktów, sprzedaży, kupna i wymiany, przyciągania klientów trikami marketingowymi. Świat targów nadal kręci się na okrągło, choć stopniowo zwalnia. Zainteresowanie wystawców słabnie, tną koszty związane z udziałem w imprezach targowych. Co prawda nadal nic nie zastąpi osobistych spotkań z klientami, negocjacji przy stoliku na stoisku wystawienniczym, towarzyskich wieczorów. Bądźmy jednak szczerzy, weszliśmy w erę, którą cechują skuteczniejsze metody robienia interesów. Cóż, preferencje ulegają zmianie we wszystkich dziedzinach, turystyka jest na nie wyczulona w sposób szczególny.




8 Responses
Właśnie wróciłem z konferencji prasowej największych targów golfowych w Europie ” Rheingolf w Duesseldorfie 3-5 marzec 2016. Tak jak w zeszłym roku Rheingolf spodziewa się około 17.000 golfistów, którzy przychodzą na te targi aby kupić nowy sprzęt,ubranie golfowe, czy wybrać następną wycieczkę golfową.Prawie wszystkie kraje z golfową turystyką mają swoje pawilony. W politycznie trudnych czasach Tunesia, Maroko i Egipt wycofali się z targów. Ale dlaczego nie ma Polskiego przedstawiciela golfowej turystyki? W okolicach Duesseldorfu jest 136 pól golfowych, co znaczy, że mniej więcej 100.000 golfistów jako potencjalny gość polskich pól golfowych już nawet nie porozmawiają o możliwości gry w golfa na terenie sąsiedniego kraju!
Janku, przygotuj się teraz na sfrustrowanych hejterów, którym nic się nie podoba… Pozdrawiam
co to ma być??? – -orędzie do narodu? – -expose?
http://pl.memgenerator.pl/mem-image/zpal-dzoita-janek-pl-ffffff/d
Janek weź się opamiętaj.Przestań lobbować za pomysłami PIT. Zachowaj się neutralnie a przynajmniej przyznaj że są inne tez skuteczne metody a inne branże nie sa zmuszane do podwójnych zabezpieczeń.
Janku – wzruszyłem się‼
Chyba zacznę wierzyć w te plotki, że usilnie zabiegasz o przejęcie stanowiska po zdymisjonowanym w ramach „dobrej zmiany” prezesie POT Rafale Szmytke 👶.
Przyznaję, że nieco zaniepokoiłem się czytając wywiad z Przewodniczącym Rady POT, panem Janem Korsakiem. Wprawdzie autor wypowiedzi zastrzega, że są to Jego prywatne opinie, niemniej jest szefem rady organizacji rządowej zastępującej w Polsce Ministerstwo Turystyki i chyba ma jakiś wpływ na dochody z turystyki do skarbu państwa. Przede wszystkim zaskoczyła mnie propozycja zlikwidowania handlu w niedzielę. Wprawdzie w obecne sytuacji ona na pewno nie przejdzie, ale świadczy o dawnym socjalnym i politycznym myśleniu z czasów PRL, z którego pan Jan Korsak nadal się nie wyzwolił jako działacz SLD. Jak wiemy, każdy turysta oprócz noclegu chce zakupić pamiątki – gdzie je zakupi tzw. turysta weekendowy, który przyleci do Polski samolotem tylko na dwa dni? Każdy praktykujący katolik w zasadzie tylko w niedzielę w sklepiku przykościelnym może zakupić produkty turystyki pielgrzymkowej i wydawnictwa – w dni powszednie zwykle są zamknięte!
I już bezpośrednie pytanie nawiązujące do wywiadu: sadownik,który zebrał plon – w jakim celu ma wspinać się na szczyt drzewa, jeśli nie będzie mógł go sprzedać, gdy wprowadzimy kolejne zakazy?
Na koniec – nie bardzo wyobrażam sobie zlikwidowanie zakupów w Niedzielę Palmową czy podczas Światowych Dni Młodzieży, podczas których przewidujemy ponad 2 ml. dodatkowych turystów. Szacuje się, że rocznie do Łagiewnik przebywa ponad 2 miliony turystów. Proszę sprawdzić – w sklepikach przy Bazylice Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach z powodu ustawowego zakazu handlu w święta państwowe turyści – pielgrzymi nie mogą zaopatrzyć się w produkty turystyki pielgrzymkowej nie tylko w Boże Narodzenie, ale także 1 Maja czy w Święto Niepodległości. Większość z nich przyjeżdża przede wszystkim w niedziele! Pocieszające jednak jest, że już nikt nie proponuje, jak za dawnych czasów, zamknięcia kościołów …
http://pl.memgenerator.pl/mem-image/nowa-kampania-nowe-poglady-pl-ffffff
Janku, powinieneś zdecydowanie mniej pić…