
Unia Europejska uruchamia Elektroniczny System Wjazdu i Wyjazdu (EES), który ma zastąpić tradycyjne stemple w paszportach cyfrową rejestracją danych biometrycznych podróżnych spoza UE – m.in. z USA, Wielkiej Brytanii i Kanady.
Nowe rozwiązanie ma automatycznie zapisywać daty wjazdu i wyjazdu, kontrolować dozwolony czas pobytu oraz ograniczyć nadużycia związane z przekraczaniem granic.
W teorii system ma usprawnić kontrole i zwiększyć bezpieczeństwo. W praktyce jego wdrażanie już budzi poważne obawy wśród linii lotniczych i operatorów lotnisk. Przedstawiciele branży wskazują, że obowiązek pobierania odcisków palców i wykonywania zdjęć twarzy znacząco wydłuża procedury. W wielu portach lotniczych tworzą się kolejki, a czas oczekiwania na kontrolę graniczną może sięgać nawet kilku godzin, szczególnie w sezonie wakacyjnym.
Problemy potęgują niedobory personelu oraz kwestie techniczne związane z obsługą nowych urządzeń. Część lotnisk sygnalizowała już konieczność czasowego ograniczenia działania systemu, gdy liczba pasażerów przekraczała możliwości sprawnej obsługi. Branża ostrzega, że jeśli infrastruktura i kadry nie zostaną szybko wzmocnione, podróżni mogą masowo odczuć skutki zmian od opóźnionych lotów po przesiadki zagrożone utratą połączeń.
Eksperci porównują sytuację do rozwiązań stosowanych w Stanach Zjednoczonych, gdzie cyfryzacja kontroli granicznych była wdrażana stopniowo i w ramach jednego państwa. W przypadku strefy Schengen wyzwaniem jest równoczesne uruchomienie systemu w wielu krajach, co znacząco zwiększa skalę operacji.
Najbliższe miesiące pokażą, czy EES stanie się realnym usprawnieniem, czy też kolejnym źródłem napięć w europejskim ruchu turystycznym. Dla branży kluczowe jest jedno – bezpieczeństwo nie może oznaczać paraliżu podróżowania.



