Wróć już do palm! Ileż można tego zimna?

Alesund

Słyszałam wyrywkowo od członków rodziny, kiedy po powrocie z wyjazdów pokazywałam im swoje pamiątki zamknięte w foremnych, statycznych obrazach, tych z zachodniej Norwegii.

Polska zima nie przypomina norweskiej. Brudne pozostałości przypadkowego śniegu nie rozbudzają entuzjazmu, do którego i tak nam daleko. Plucha, kałuże i dzień zbyt krótki na radość. Takimi konotacjami obciążone jest wszystko, co zimowe, również zagraniczne, a szczególnie skandynawskie.

Mój dług wdzięczności spłacam odczarowując. Choć jest ona nieprzystępna w wyobrażeniach – hipnotyzuje spokojem. Otaczające wody, horyzonty nieba kładącego się ze zmęczenia na barkach górskich ramion, prawda. To powietrze szybciej wpływa do płuc. Kolory paradoksalnie rozmywają szarości. Wzbiera we mnie wciąż większy szacunek do Norwegii. Wdzięczność za to, jak cierpliwie okazuje zrozumienie poszukującym równowagi.

Tutaj, krótki dzień wystarcza idealnie. Inaczej go chłonę. Zamiast pędzić – idę. Znajduję więcej niż przeoczę tu, w biegu. Tam, w sytuacji bez wyjścia nie przygryzałam warg. Znalazła się przestrzeń a z nią rozwiązanie. ‘Na stopa’ złapałyśmy nawet prom.

I miesiąc później już wracam tam, mechanicznym spacerem po chmurach. Tym razem wita mnie śnieg padający ze słońca.

tekst i zdjęcia: Angelika Szkołuda

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *