Turystyka, która (nie) ratuje świata

Fot. Leszek Nowak

Branża turystyczna stoi przed paradoksem ponieważ sprzedaje miejsca, które sama niszczy. Mówi o zrównoważonym rozwoju, a jednocześnie finansuje wycieczki do kurortów na granicy ekologicznej katastrofy.

W 2026 roku to już nie jest wyjątek tylko reguła. Jeśli w branży pojawia się hasło „zrównoważona turystyka”, warto wiedzieć, co naprawdę oznacza, a co jest jedynie marketingowym kamuflażem.

Co to właściwie jest zrównoważona destynacja

Zrównoważona destynacja to nie jest ładne hasło na stronie internetowej. To miejsce, które zarządza turystyką w oparciu o dane, procedury i faktyczny wpływ na otoczenie. Według kryteriów Global Sustainable Tourism Council (GSTC) zrównoważona destynacja opiera się na czterech filarach: zrównoważone zarządzanie, wpływy społeczno-ekonomiczne, wpływy kulturowe i wpływy środowiskowe. Żaden z nich nie może być pominięty. W praktyce chodzi o konkretne działania, od monitorowania zużycia energii i wody po takie planowanie przestrzeni, które bierze pod uwagę potrzeby mieszkańców, a nie wyłącznie turystów. Certyfikat nie jest celem, ale narzędziem. Dlatego „zielona destynacja” często bywa tylko wąskim wycinkiem tego, co powinno być systemowym podejściem.

Turystyka niszczy to, co sprzedaje i to widać

Turystyka odpowiada za 8-11% globalnych emisji CO₂. Tatry są degradowane przez miliony turystów rocznie. Kraków traci mieszkańców w śródmieściu na rzecz apartamentów na wynajem krótkoterminowy. Barcelona, Santorini czy Wyspy Kanaryjskie biją rekordy frekwencji, a jednocześnie toną w protestach społecznych. To nie jest przypadkowa korelacja a mechanizm. Im więcej turystów, tym większa presja na infrastrukturę, środowisko i społeczeństwo. I paradoksalnie, tym mniejsza atrakcyjność miejsca w dłuższej perspektywie.

Fot. Leszek Nowak

Jak rozpoznać udawany ekorozwój

Greenwashing, czyli „zielone mydlenie oczu”, to sytuacja, w której firma przypina sobie ekologiczną łatkę bez pokrycia w faktach. W turystyce wygląda to na przykład tak: hotel reklamuje się jako ekologiczny, bo prosi gości o rzadszą wymianę ręczników, ale zużywa ogromne ilości wody na basenach i spa. Albo organizator wycieczek chwali się sadzeniem drzew za każdego klienta, ale transportuje go tam samolotem, który w ciągu jednego lotu emituje więcej CO₂ niż kilka miesięcy codziennej jazdy samochodem. W Polsce również zdarzają się takie przypadki czyli hotele przyłapane na nieuczciwych praktykach czy deklaracjach bez pokrycia.

Co robić: Certyfikaty, dane i zdrowy rozsądek

Prawdziwa zrównoważona turystyka opiera się na trzech rzeczach: mierzalnych celach, przejrzystości i zaangażowaniu interesariuszy. W praktyce oznacza to:

  • zbieranie danych o ruchu turystycznym i wydatkach,
  • regularne badania ankietowe wśród mieszkańców,
  • procedury reagowania na kryzysy i przeciążenie miejsc,
  • publikowanie wyników.

Certyfikaty takie jak GSTC, Green Destinations czy Viabono mogą być pomocne, jeśli są stosowane jako narzędzie zarządzania, a nie tylko plakietka na stronie internetowej.

Objazdowe warsztaty POT

Trwają objazdowe warsztaty dla regionów. Dwudniowe spotkania odbyły się w Krakowie (6–7 maja), zaczynają się we Wrocławiu (19–20 maja), Gdyni (25–26 maja) i Warszawie (1–2 czerwca). Obejmą wszystkie makroregiony kraju, a udział jest bezpłatny. Pierwszy dzień to otwarta sesja plenarna: eksperci, dobre praktyki, studia przypadków. drugi dzień – warsztaty: analiza potencjału destynacji, identyfikacja barier, przygotowanie rekomendacji. To nie jest kolejna konferencja, tylko konkretne narzędzia do wdrożenia.

Fot. Leszek Nowak

Po co to wszystko

Warsztaty są elementem pilotażu krajowego programu certyfikacji zrównoważonych destynacji turystycznych, opartego na światowych standardach GSTC i green destinations. uczestnicy dostają nie tylko wiedzę, ale i materiały robocze, narzędzia oraz wsparcie ekspertów. Chodzi o to, żeby nawet mniejsze destynacje mogły krok po kroku wejść na ścieżkę profesjonalnego i odpowiedzialnego rozwoju.

Certyfikat nie jest celem samym w sobie

Jak podkreśla Jacek Janowski Z POT: „Dobrze prowadzona certyfikacja pomaga nie tylko promować miejsce, ale przede wszystkim lepiej nim zarządzać. to narzędzie rozwoju, a nie wyłącznie znak jakości”. Dokładnie o to chodzi w prawdziwie zrównoważonej turystyce, żeby system działał, a nie tylko ładnie wyglądał.

Co to oznacza dla branży?

Zrównoważona turystyka to skuteczniejsze zarządzanie ruchem turystycznym, lepsza ochrona przyrody i dziedzictwa, wyższe korzyści ekonomiczne pozostające w regionach. dla turystów, bardziej autentyczne doświadczenia, dla branży to większa wiarygodność i lepsza współpraca z samorządami.

Zrównoważona turystyka nie jest modą i nie jest też  łatwa. Wymaga rezygnacji z prostych schematów promocyjnych i inwestycji w długoterminowe zarządzanie. Dla branży oznacza to jedno: albo nauczymy się mierzyć i ograniczać swój wpływ, albo rynek zrobi to za nas w postaci protestów, spadku atrakcyjności i ucieczki turystów w inne miejsca. A greenwashing w tej grze nie działa ponieważ turyści i mieszkańcy są coraz bardziej świadomi. Coraz częściej także sprawdzają, co kryje się pod zielonym listkiem. Branża turystyczna lubi mówić o zrównoważonym rozwoju, ale rzadziej wdraża go w praktyce. tymczasem polska organizacja turystyczna właśnie pokazuje, jak robić to systematycznie i bez greenwashingu. Jeśli chcesz zacząć działać naprawdę to zapisz się na warsztaty POT. Bezpłatnie, konkretnie, bez udawania.

Po więcej zrównoważonych inspiracji, analiz i trudnych turystycznych tematów, które wczoraj nie były jeszcze tak zielone  zapraszamy na stronę www.2ba.pl lub www.travel2.pl.

Autor: Agnieszka Nowak i Leszek Nowak

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *