La dolce vita w praktyce. O uśmiechu, kobiecej codzienności i toskańskiej sztuce życia

Cantuccini w Parku Żaby

W świecie, który pędzi coraz szybciej, a kobiety wchodzące w kolejne dekady życia często słyszą, że „wchodzą w etap starszej pani”, Aleksandra Seghi proponuje coś zupełnie innego: zatrzymanie się, uśmiech i powrót do siebie.

Jej książka „Cantuccini w Parku Żaby” to nie tylko zbiór toskańskich opowieści, ale przede wszystkim manifest kobiecej codzienności, w której drobne gesty, smaki i spotkania stają się fundamentem dobrego życia.

Autorka pisze: „Kobiety w naszym wieku powinny mieć wreszcie czas dla siebie. Koniecznie musimy go sobie wygospodarować.”

To zdanie jest jak ciepły promień słońca wpadający przez uchylone okiennice toskańskiego domu. Proste, a jednocześnie rewolucyjne. Bo przecież większość kobiet, niezależnie od kraju, przez lata stawia siebie na końcu listy priorytetów.

Uśmiech jako codzienny rytuał

Seghi zauważa, że uśmiech ma moc zmieniania świata, a Włosi są tego najlepszym przykładem. W jej książce pojawia się wiele scen, które mogłyby wydarzyć się tylko w Italii: rozmowy w kolejce na poczcie, żarty przy kasie w supermarkecie, spontaniczne pogawędki w barze.W jednym z fragmentów czytamy:

„Kamiennych twarzy czy ust wydających mało dźwięków nie spotkacie we Włoszech.”

To prawda. Włosi uśmiechają się szeroko, mówią głośno, komentują, pytają, zagadują. I choć dla osób z północy Europy może to być zaskakujące, a nawet podejrzane, to właśnie ta otwartość tworzy atmosferę, w której człowiek czuje się… zauważony.

Autorka opisuje scenę z florenckiego baru Le Sorelline, gdzie rozmowa o zszytej brodzie przerodziła się w spontaniczny „klub blizn”. To kwintesencja włoskiego stylu życia: zwykła chwila zamienia się w ludzkie spotkanie.

La dolce vita: Nie idea, lecz praktyka

Seghi przypomina, że włoska „słodkość życia” nie polega na luksusie, lecz na uważności. Na tym, by: zatrzymać się na kawę, przejść się po lesie, spojrzeć na cyprysy na wzgórzu, ugotować coś prostego, ale z sercem.

„Świat się nie zawali, jeśli na chwilę odłożymy obowiązki na bok.” – to zdanie Seghi powinno wisieć na lodówce każdej kobiety, która próbuje być jednocześnie perfekcyjną matką, partnerką, pracownicą, córką i przyjaciółką.

Kuchnia jako terapia

W książce znajdziemy przepisy, nie jako kulinarne instrukcje, ale jako pretekst do spotkań, rozmów i budowania relacji. Tiramisù z Baileysem, zielona focaccia, ravioloni z figami… Każdy przepis to opowieść, wspomnienie, emocja.

„Przygotowanie czegoś dobrego, przebywanie przy stole z osobami, które są nam bliskie, wprowadza w dobry nastrój.”

To nie jest książka kucharska. To książka o życiu, które smakuje lepiej, gdy dzielimy je z innymi.

Włoska codzienność jako lekcja dla kobiet z północy Europy

Seghi zauważa, że Polki i szerzej: kobiety z krajów północnych często są bardziej powściągliwe, ostrożne, zdystansowane. Tymczasem we Włoszech:

„Buongiorno, bella! Buongiorno, cara!” – to codzienność, nie flirt. To uznanie, życzliwość, ciepło, które potrafi odmienić dzień.

Optymizm jako wybór

Autorka nie ukrywa, że unika osób toksycznych, pesymistycznych, wysysających energię:

„Nazwałabym to podświadomą samoobroną przed negatywnymi czynnikami.”

To ważne zdanie szczególnie dla kobiet, które przez lata były uczone, że muszą być miłe, cierpliwe i dostępne dla wszystkich. Seghi pokazuje, że dbanie o siebie to nie egoizm, lecz konieczność.

Toskania jako przestrzeń oddechu

Książka jest również przewodnikiem po miejscach, które autorka kocha – wzgórzach, miasteczkach, barach, targach, ścieżkach spacerowych. To Toskania widziana oczami osoby, która tam żyje, a nie turysty. To Toskania, która nie jest pocztówką, lecz domem.

– Jako osoba, która zna Aleksandrę od lat, mogę powiedzieć jedno: jej książki pachną prawdziwym życiem. Nie są stylizowane, nie są „pod publiczkę”. Są szczere, ciepłe, pełne obserwacji, które może poczynić tylko ktoś, kto naprawdę żyje w Toskanii, a nie tylko ją odwiedza. Aleksandra ma niezwykły dar : potrafi opisać codzienność tak, że staje się ona piękniejsza. Jej opowieści o barach, rozmowach, uśmiechach, o zwykłych ludziach, którzy tworzą niezwykłą atmosferę – to wszystko jest prawdziwe. Ja sama, pracując we Włoszech, widzę to każdego dnia – głos Ewy Trzcińskiej, prezes PIBW CAPI.

Ta książka jest jak filiżanka ciepłej kawy. Cantuccini w Parku Żaby to książka, która otula, inspiruje, uczy cieszyć się drobiazgami, przypomina, że uśmiech to nie luksus, lecz narzędzie przetrwania. To opowieść o kobiecości, która dojrzewa jak dobre wino — z coraz większą świadomością, lekkością i humorem.

To także książka o tym, że la dolce vita nie jest miejscem, lecz decyzją.

Więcej: https://www.e-bookowo.pl/podroze/cantuccini-w-parku-zaby.html

Ewa Trzcińska

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *