
Poprzednio pisałem o tym, że turystyka lotnicza udaje zieloną transformację, podczas gdy samoloty pękają w szwach. Tym razem schodzę na ziemię do przyziemnej szarej strefy, która w polskiej turystyce urasta do rangi narodowej zaradności.
Urlop poza systemem
Jest taki raport, który w 2024 roku wywołał krótki szum w branży, by po tygodniu wylądować w ministerialnym archiwum. Mowa o dokumencie przygotowanym przez IPAG na zlecenie ówczesnego Ministerstwa Sportu i Turystyki. Jego tytuł miażdży wizerunek polskiej turystyki. Mówi wprost, że nawet połowa rynku noclegowego w Polsce funkcjonuje poza jakąkolwiek kontrolą, a w segmencie biur sytuacja jest jeszcze gorsza ponieważ szara strefa może sięgać nawet 70% przychodów. To nie jest margines ani patologia na obrzeżach, a główny nurt, który udaje oficjalny rynek.
Turystyczny przekręt, na który wszyscy przymykają oko
Liczby najlepiej obnażają skalę hipokryzji. Według raportu, w 2026 roku do Centralnego Wykazu Obiektów Hotelarskich zgłoszonych było nieco ponad 303 tysiące miejsc noclegowych. Tymczasem rzeczywista liczba miejsc noclegowych oferowanych Polakom i turystom zagranicznym była nawet kilkakrotnie wyższa. Platformy rezerwacyjne, czyli nasi ulubieni pośrednicy, zamiast weryfikować gospodarzy, przymykają oko na brak wpisu do ewidencji. Bo prowizja od nielegalnego apartamentu jest identyczna jak od legalnego, a może nawet wyższa, bo żaden urząd nie kontroluje utargu.
Szczytem ironii jest to, że raport zamówił instytucja, które z jednej strony nakłada obowiązki meldunkowe, każe pobierać opłatę miejscową i każe przedsiębiorcom rejestrować działalność gospodarczą, a z drugiej nie daje narzędzi, żeby to egzekwować. Samorządy, służby skarbowe i Sanepid od lat powtarzają, że nie mają zasobów, by ścigać tysiące drobnych wynajmujących. Tymczasem budżet traci na tym według szacunków od 4 do nawet 6 miliardów złotych rocznie. To nie jest drobna strata w systemie.
Raport diagnozuje skalę problemu i wskazuje też konkretne mechanizmy, którymi szara strefa się posługuje. To ciekawa lektura dla każdego, kto kiedykolwiek zastanawiał się, dlaczego na Booking.com apartament „Nowy Świat Luxury” nie ma regulaminu ani paragonu, a klucze odbiera się ze skrytki na kod. Badacze wskazują na coś, co nazywają „anonimizacją podmiotów” czyli celowe unikanie identyfikowalności. Podmioty nie figurują w CEIDG, nie mają NIP, nie odprowadzają VAT, a jednak spokojnie funkcjonują na największych światowych platformach, które jak zauważa raport, nie są zainteresowane weryfikacją statusu prawnego gospodarzy.
Informacje płynące z dokumentu został przyjęty przez branżę z entuzjazmem ponieważ legalnie działający hotelarze od lat domagają się ukrócenia tego procederu. Ministerstwo podziękowało wykonawcom i… odłożyło dokument na półkę. Nie było żadnych konkretnych działań legislacyjnych, które by wprost odnosiły się do wniosków z tego opracowania. Być może czekamy, aż szara strefa sama się ucywilizuje, tak jak turystyka lotnicza miała sama stać się zielona? Albo liczymy, że sztuczna inteligencja napisze nam ustawę, zanim kolejne miliardy przepłyną obok systemu?
Turystyka bez rachunku
To określenie dotyka nie tylko bazy noclegowej, ale całego łańcucha: od przewodników prowadzących wycieczki bez kasy fiskalnej, przez organizatorów wyjazdów w social mediach, którzy zbierają zaliczki na prywatne konto, po transport turystyczny rozliczany „pod stołem”. Raport szacuje, że w samym tylko organizowaniu imprez turystycznych nawet dwie trzecie podmiotów może działać bez wymaganych prawem gwarancji ubezpieczeniowych. To oznacza, że tysiące Polaków rocznie wyjeżdża na wakacje z biurami, które w razie bankructwa zostawią ich na pastwę losu bez zwrotu pieniędzy i pomocy marszałka województwa.

Autorzy wskazują na istnienie całej infrastruktury umożliwiającej ukrywanie dochodów z turystyki, od firm-słupów rejestrowanych za granicą, przez wirtualne biura oferujące „gotowe spółki”, po aplikacje do fikcyjnego fakturowania. To nie są chałupnicze oszustwa emeryta wynajmującego pokój wnuczki. To jest zorganizowany, półlegalny przemysł, który z roku na rok rośnie szybciej niż oficjalna turystyka.
Wypoczynek na szaro
Unia Europejska ma nie tyle jeden raport, ile cały legislacyjny ekosystem wymierzony w szarą strefę turystyczną, od dyrektywy DAC7, przez rozporządzenie o wynajmie krótkoterminowym, po raporty o luce VAT i pracy nierejestrowanej. Problem w tym, że podobnie jak w Polsce między opublikowaniem dokumentu a realną egzekucją przepisów mija kilka lat. A szara strefa ten czas wykorzystuje na dalszy wzrost. Dyrektywa DAC7, która nakłada na platformy cyfrowe obowiązek raportowania dochodów wynajmujących. Teoretycznie od 2024 roku Booking czy Airbnb muszą przekazywać fiskusom dane o gospodarzach. W praktyce jak zauważają autorzy raportu platformy mogą unikać odpowiedzialności, przerzucając obowiązek weryfikacji na użytkowników, a urzędy skarbowe nie są przygotowane na zalew milionem danych. Co więcej, platformy wciąż nie są zobowiązane do blokowania ofert podmiotów nielegalnych. Mogą, ale nie muszą, a jak nie muszą, to zgadnijcie, co robią.
Wniosek z tego wszystkiego jest taki, że polska turystyka od lat gra w grę pod tytułem „udajemy, że się regulujemy”. Z jednej strony mamy obowiązkowe wpisy do ewidencji, podatki, inspekcje i odznaki jakości. Z drugiej, równoległą rzeczywistość, w której połowa rynku funkcjonuje poza tym systemem, bezkarnie i coraz sprawniej. Jak to się ma do tłoku na lotniskach i rosnących cen biletów, o których pisałem ostatnio? Ano tak, że ten sam klient, który kupuje tani bilet na Ryana, śpi w nieopodatkowanym apartamencie na Krupówkach, je obiad w restauracji bez kasy fiskalnej, a potem wrzuca na Instagram relację z hasztagiem #slowlife. I wszyscy są szczęśliwi, poza tym legalnym hotelem, który płaci ZUS, CIT i jeszcze musi konkurować ceną z kimś, kto nic nie płaci.
Szara strefa to złoty interes
W odpowiedzi na te dane rząd formalnie sięgnął po nie jako fundament legislacyjny. W nowelizacji ustawy o imprezach turystycznych (druk 459) podniósł kary za prowadzenie działalności bez wpisu do 100 tys. zł i nakazał touroperatorom publikować numery w każdej ofercie. Platformy internetowe, które „świadomie umożliwiają” sprzedaż usług nielegalnych organizatorów, też znalazły się w polu widzenia, choć finalnie przepis złagodzono, a mechanizm weryfikacji oparto na reagowaniu na zgłoszenia, nie na aktywnym monitoringu. Równolegle, wdrażając unijną dyrektywę DAC7, Polska zobowiązała OTA do raportowania fiskusowi dochodów gospodarzy. Na horyzoncie jest też nowelizacja ustawy hotelarskiej. Projekt ma wprowadzić obowiązkowy numer rejestracyjny dla każdego najmu krótkoterminowego, zgodnie z unijnym rozporządzeniem 2024/1028.
Krótko mówiąc – karuzela legislacyjna ruszyła. Tyle że nowe przepisy wchodzą w życie bez etatów kontrolnych i bez systemu automatycznego blokowania nielegalnych ofert. Szara strefa na razie nie ma powodów do paniki, choć dostała regulacyjny straszak, ale nie dostała egzekutora.
Więcej turystycznie prowokujących do myślenia treści znajdziesz na stronie www.2ba.pl lub www.travel2.pl.
Na podstawie „Szara strefa na rynku usług turystycznych w Polsce” 2022 – raport Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych Fundacji Naukowej, na zlecenie Ministerstwa Sportu i Turystyki (MSiT) oraz „Szara Strefa 2023”
Autor: Agnieszka Nowak i Leszek Nowak



