Tajlandia: Opłata turystyczna drożeje, zanim zaczęła obowiązywać

Tajlandia
Fot. Markus Winkler / Unsplash

300 bahtów miało być ceną wejścia. Teraz mówi się już o 450 bahtach. Problem w tym, że turyści wciąż nie zapłacili ani jednego bahta.

Tajlandia po raz kolejny wraca do pomysłu wprowadzenia opłaty pobieranej od zagranicznych turystów. Tym razem wydarzyło się coś dość niezwykłego: proponowana opłata zdążyła wzrosnąć, zanim system w ogóle zaczął działać.

Pierwotny projekt zakładał 300 bahtów od turysty przylatującego do Tajlandii oraz 150 bahtów od osoby przekraczającej granicę drogą lądową lub morską. Obecnie rozważana jest jedna stawka w wysokości około 450 bahtów, czyli mniej więcej 13 dolarów. Co więcej, miałaby ona obowiązywać niezależnie od tego, czy turysta wjeżdża do kraju drogą lotniczą, lądową czy morską.

I właśnie tutaj zaczyna się ciekawsza część historii.

Opłata, która ma już swoją historię

Tajlandia dyskutuje o opłacie od zagranicznych turystów od kilku lat. W 2023 r. rząd oficjalnie zatwierdził projekt zakładający 300 bahtów dla osób przybywających drogą lotniczą i 150 bahtów dla podróżujących drogą lądową lub morską.

Pieniądze miały trafiać na rozwój turystyki, poprawę infrastruktury, bezpieczeństwo odwiedzających oraz system ubezpieczenia zagranicznych turystów. W pierwotnym projekcie 50 bahtów z opłaty miało zostać przeznaczone na ubezpieczenie.

Termin wprowadzenia opłaty był jednak wielokrotnie przesuwany. W czerwcu 2024 r. ówczesny premier Srettha Thavisin ogłosił nawet wycofanie projektu. Argumentowano wówczas, że rezygnacja z dodatkowego obciążenia może zachęcić turystów do większych wydatków już podczas pobytu w Tajlandii i przynieść gospodarce więcej korzyści.

Pomysł jednak powrócił. W 2025 r. resort turystyki ponownie zapowiadał wprowadzenie opłaty, początkowo w wysokości 300 bahtów. Kolejne terminy również nie zostały zrealizowane.

W marcu 2026 r. nowy rząd ponownie zapowiedział przyspieszenie prac nad opłatą w wysokości 300 bahtów dla turystów przybywających drogą lotniczą. Wtedy zrezygnowano z wcześniejszego pomysłu pobierania 150 bahtów od podróżnych przybywających drogą lądową i morską.

A następnie pojawiło się 450 bahtów.

Dlaczego 300 bahtów przestało wystarczać?

Powód jest dość konkretny: ubezpieczenie turystów.

Minister turystyki i sportu Surasak Phancharoenworakul poinformował w maju, że dotychczasowa kwota 300 bahtów może być niewystarczająca ze względu na rosnące koszty ubezpieczeń i opieki medycznej. Rząd chce bowiem, aby system zapewniał turystom bardziej kompleksową ochronę, również w przypadku korzystania z prywatnych szpitali. To istotna zmiana w uzasadnieniu.

Początkowo opłata była przedstawiana przede wszystkim jako narzędzie finansowania rozwoju turystyki. Teraz coraz większą rolę odgrywa argument, że zagraniczny turysta powinien również współfinansować system ochrony ubezpieczeniowej.

Według najnowszych informacji rozważana jest kwota około 450 bahtów, choć nie została ona jeszcze ostatecznie wprowadzona. Zmiana oznaczałaby wzrost o 50 proc. wobec pierwotnych 300 bahtów.

Problem: Jak właściwie pobierać pieniądze?

Tajlandia nie rozwiązała jeszcze także problemu samego poboru opłaty.

Jednym z rozważanych wariantów jest doliczenie jej do ceny biletu lotniczego. To rozwiązanie wydaje się najprostsze dla turysty, ale wymaga skutecznego rozróżnienia poszczególnych kategorii podróżnych oraz stworzenia mechanizmu obsługi ewentualnych zwrotów.

Drugim rozwiązaniem jest pobieranie opłaty poprzez system imigracyjny, np. w formule „scan and pay”.

Pojawia się również pomysł powiązania opłaty z elektroniczną kartą wjazdową Thailand Digital Arrival Card (TDAC). To właśnie ten wariant jest obecnie wskazywany jako jedno z możliwych rozwiązań.

To wszystko pokazuje, że problemem nie jest już samo pytanie „czy pobierać?”, ale również „od kogo, kiedy, ile i w jaki sposób?”

Tajlandia już podniosła inną opłatę

Na tym tle warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, który łatwo przeoczyć. Od 20 czerwca 2026 r. Airports of Thailand (AOT) podniosły opłatę pasażerską za międzynarodowe wyloty (Passenger Service Charge – PSC) z 730 do 1120 bahtów. Dotyczy ona zarówno Tajów, jak i cudzoziemców opuszczających Tajlandię przez sześć głównych lotnisk zarządzanych przez AOT. Podwyżka wyniosła około 53 proc.

Co ważne, nie jest to opłata pobierana przy stanowisku na lotnisku. Jest już zawarta w cenie biletu. Według AOT dodatkowe środki mają finansować funkcjonowanie i rozwój infrastruktury lotniskowej, nowe technologie oraz poprawę obsługi pasażerów.

Jeżeli więc nowa opłata turystyczna rzeczywiście osiągnie 450 bahtów, zagraniczny turysta będzie miał do czynienia z kolejnym elementem kosztowym związanym z podróżą do Tajlandii.

450 bahtów to dużo czy mało?

Z perspektywy turysty lecącego na dwutygodniowy urlop kwota około 13 dolarów nie jest oczywiście sumą, która sama w sobie powinna zdecydować o wyborze Tajlandii. Problem może wyglądać inaczej w przypadku turysty regionalnego.

Tajlandia ma ogromny rynek podróży krótkodystansowych. W 2025 r. Malezja wygenerowała około 4,5 mln przyjazdów do Tajlandii i była największym rynkiem źródłowym. Dla turysty przyjeżdżającego na weekend, zakupy czy krótki pobyt kwota 450 bahtów ma zupełnie inne znaczenie niż dla osoby spędzającej w Tajlandii dwa lub trzy tygodnie.

Jeżeli wcześniejsze 150 bahtów dla przekraczających granicę lądową rzeczywiście zostanie zastąpione kwotą 450 bahtów, oznaczałoby to trzykrotny wzrost. I właśnie ten aspekt może mieć większe znaczenie dla konkurencyjności Tajlandii niż sama nominalna wysokość opłaty.

Turysta już płaci. Pytanie brzmi: za co?

To chyba najważniejsze pytanie w całej dyskusji. Tajlandia deklaruje, że środki zostaną wykorzystane na ubezpieczenie, bezpieczeństwo turystów, rozwój atrakcji, ochronę środowiska oraz rozwój mniej popularnych regionów. To są cele, które trudno kwestionować.

Ale współczesny turysta coraz częściej patrzy na rachunek końcowy, a nie na pojedynczą opłatę. Bilet lotniczy, podatki i opłaty lotniskowe, hotel, transport, bilety wstępu, opłaty lokalne i wreszcie opłata turystyczna tworzą razem koszt pobytu. Dlatego sama wysokość opłaty nie jest jedynym problemem. Liczy się również przejrzystość.

Jeżeli państwo mówi: „zapłać 450 bahtów, a w zamian otrzymasz konkretną ochronę i lepszą jakość infrastruktury”, jest to zupełnie inny komunikat niż: „zapłać, bo potrzebujemy pieniędzy na turystykę”.

Najbardziej niezwykła część tej historii

Tajlandia znalazła się więc w dość paradoksalnej sytuacji.

Opłata:

  • najpierw miała wynosić 300 bahtów,
  • potem miała zostać wycofana,
  • następnie powróciła,
  • a teraz może wynieść około 450 bahtów.

I wszystko to wydarzyło się, zanim system faktycznie zaczął pobierać od turystów pieniądze.

Według najnowszych informacji z połowy sierpnia 2026 r. opłata nadal nie jest operacyjna. Zmieniona propozycja 450 bahtów wymaga jeszcze przejścia kolejnych procedur, a jej pobieranie może rozpocząć się w kwietniu 2027 r. To daje Tajlandii jeszcze trochę czasu na odpowiedź na najważniejsze pytanie: czy turysta będzie postrzegał 450 bahtów jako inwestycję w lepszą Tajlandię, czy po prostu jako kolejną opłatę przy wjeździe?

Dla kraju, którego sukces turystyczny opiera się między innymi na stosunku jakości do ceny, nie jest to pytanie drugorzędne.

I być może właśnie dlatego historia tajskiej opłaty turystycznej jest ciekawsza niż sama wysokość tej opłaty.

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *