Edynburg wprowadził opłatę turystyczną. Czy turyści zapłacą za sukces miasta?

Edynburg
Fot. Stuart Hay / Unsplash

5 proc. ceny noclegu, maksymalnie za pięć pierwszych nocy. Edynburg właśnie uruchomił opłatę turystyczną, która według szacunków miasta może przynieść nawet 50 mln funtów rocznie. Szkocka branża turystyczna ostrzega jednak, że dodatkowe obciążenie może podnieść koszty pobytu w momencie, gdy ceny w Edynburgu już należą do najwyższych w Europie.

24 lipca 2026 r. Edynburg stał się pierwszym miastem w Wielkiej Brytanii, które wprowadziło na taką skalę procentową opłatę od pobytu turystów. Edinburgh Visitor Levy wynosi 5 proc. ceny płatnego noclegu, bez VAT, i jest pobierana maksymalnie za pięć kolejnych nocy. Opłata obowiązuje przez cały rok, a nie tylko w sezonie.

Nie jest to więc klasyczna „opłata 5 funtów od osoby”. Jej wysokość zależy od ceny zakwaterowania. Pokój kosztujący 100 funtów za noc oznacza dodatkowe 5 funtów opłaty, a przy cenie 200 funtów będzie to już 10 funtów. Jeśli nocleg kosztuje 100 funtów za noc, pięć nocy oznacza 500 funtów ceny podstawowej i 25 funtów opłaty. Przy dziesięciu nocach opłata pozostanie na poziomie 25 funtów, ponieważ po pięciu pierwszych nocach nie jest już naliczana.

I właśnie ten mechanizm odróżnia Edinburgh Visitor Levy od wielu klasycznych opłat hotelowych.

Nie tylko hotele

Opłata obejmuje praktycznie cały rynek płatnego zakwaterowania. Dotyczy hoteli, hosteli, pensjonatów, obiektów B&B, apartamentów i aparthoteli, krótkoterminowego najmu mieszkań, kempingów i caravan sites, a także niektórych form zakwaterowania na łodziach i pojazdach pozostających na stałe lub przez większość czasu w jednym miejscu.

Co ważne, opłata nie dotyczy wyłącznie zagranicznych turystów. Płacą ją również mieszkańcy Wielkiej Brytanii i Szkocji, jeżeli nocują w płatnym zakwaterowaniu w Edynburgu poza swoim domem. Ustawa przewiduje jednak zwolnienia dotyczące m.in. osób znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji mieszkaniowej oraz określonych osób korzystających ze świadczeń związanych z niepełnosprawnością.

Do 50 mln funtów rocznie

Dla miasta nie jest to kosmetyczna zmiana. Edynburg szacuje, że system może przynieść do 50 mln funtów rocznie. Pieniądze mają być przeznaczane na trzy główne obszary: funkcjonowanie i infrastrukturę miasta, kulturę, dziedzictwo i wydarzenia oraz zarządzanie destynacją i ruchem turystycznym.

Pierwsze konkretne projekty finansowane z wpływów z opłaty pojawiły się jeszcze przed jej pełnym uruchomieniem. Jednym z nich jest dodatkowa jednostka policji w centrum miasta. Edinburgh Division City Centre Policing Unit rozpoczęła działalność 2 lipca, a jej finansowanie z Visitor Levy zostało połączone z wkładem Police Scotland. Zespół liczy 49 funkcjonariuszy i ma zapewnić dodatkową obecność policji w centrum, szczególnie podczas dużych wydarzeń.

Miasto chce również przeznaczać pieniądze na kulturę i dziedzictwo, utrzymanie przestrzeni publicznych, czystość, bezpieczeństwo, tereny zielone oraz infrastrukturę wykorzystywaną zarówno przez mieszkańców, jak i odwiedzających.

Argument jest prosty: skoro turystyka korzysta z miejskiej infrastruktury, powinna również uczestniczyć w kosztach jej utrzymania.

Branża odpowiada: turysta już płaci

Szkocka branża turystyczna nie kwestionuje potrzeby inwestowania w miasta. Kwestionuje natomiast moment i sposób wprowadzenia opłaty.

Scottish Tourism Alliance (STA) przed uruchomieniem systemu apelowała o bardzo dokładne monitorowanie jego wpływu na zachowania turystów, popyt oraz wydatki odwiedzających poza zakwaterowaniem. Organizacja ostrzega, że opłata może pogorszyć konkurencyjność cenową Szkocji i dla części odwiedzających stać się czynnikiem przesądzającym o rezygnacji z podróży.

To szczególnie istotne, ponieważ opłata nie funkcjonuje w próżni. Turysta płaci za przelot lub podróż koleją, nocleg, restauracje, atrakcje i transport lokalny, a w Wielkiej Brytanii także VAT. Według STA dodatkowym problemem jest VAT naliczany również od samej opłaty turystycznej. Organizacja określa to jako swego rodzaju „podwójne opodatkowanie”, które zwiększa końcowy koszt dla konsumenta.

I tu pojawia się ważna różnica między prostym komunikatem „5 proc. więcej” a rzeczywistym rachunkiem turysty.

Nie tylko 5 funtów

Jeżeli cena pokoju wynosi 100 funtów przed VAT, sama opłata wynosi 5 funtów. Ponieważ jednak jest ona doliczana przed naliczeniem VAT, końcowy rachunek rośnie o więcej niż nominalne 5 funtów. W przypadku standardowej stawki VAT oznacza to, że od dodatkowych 5 funtów opłaty również naliczany jest podatek.

W praktyce pokazuje to, jak nominalnie niewielka opłata może stać się bardziej odczuwalna, gdy nakłada się na inne koszty podróży. Dlatego branża nie patrzy wyłącznie na wartość samej opłaty, ale na łączny koszt pobytu.

Timing jest wyjątkowo interesujący

Edynburg wybrał na inaugurację Visitor Levy moment szczególny. Opłata zaczęła obowiązywać tuż przed sierpniowym festiwalowym szczytem, kiedy miasto staje się jednym z najważniejszych centrów wydarzeń kulturalnych w Europie.

Edinburgh International Festival, Fringe, Art Festival, Book Festival, Film Festival oraz Royal Edinburgh Military Tattoo przyciągają w tym okresie ogromną liczbę odwiedzających. To właśnie wtedy ceny noclegów potrafią być bardzo wysokie, a ponieważ opłata wynosi procent ceny zakwaterowania, jej wartość rośnie wraz z ceną pokoju.

Jeżeli hotel w normalnym okresie kosztuje 100 funtów, opłata wynosi 5 funtów. Jeżeli podczas festiwalu cena tego samego pokoju wzrośnie do 300 funtów, opłata wyniesie już 15 funtów za noc.

To oznacza, że im droższy jest Edynburg, tym większe wpływy przynosi miastu turystyczna opłata.

Dla miasta jest to zaleta. Dla hotelarza i klienta – już niekoniecznie.

Edynburg jest dopiero początkiem

Najciekawsze jest jednak to, że Edynburg nie będzie wyjątkiem. Szkocka ustawa Visitor Levy (Scotland) Act 2024 stworzyła samorządom możliwość wprowadzania lokalnych opłat turystycznych. W ślad za Edynburgiem idą kolejne miasta.

Glasgow wprowadzi 5-procentową opłatę od 25 stycznia 2027 r. Będzie ona naliczana przez cały okres pobytu, bez edynburskiego limitu pięciu nocy. Aberdeen od 1 kwietnia 2027 r. wprowadzi stawkę 7 proc., również bez ograniczenia do pierwszych pięciu nocy.

To już bardzo ciekawy eksperyment.

Edynburg: 5 proc., maksymalnie pięć nocy.

Glasgow: 5 proc., cały pobyt.

Aberdeen: 7 proc., cały pobyt.

Szkocja zaczyna więc tworzyć coś, co można nazwać laboratorium lokalnych opłat turystycznych. Dopiero dane z tych miast pokażą, czy dodatkowe obciążenie rzeczywiście wpływa na decyzje turystów, długość pobytu, wydatki poza hotelem oraz konkurencyjność cenową poszczególnych destynacji.

Do gry wchodzi także Walia

To nie jest wyłącznie szkocki eksperyment. Cardiff zdecydował o wprowadzeniu Visitor Levy od 1 kwietnia 2027 r. Tam zastosowano jednak zupełnie inny model: 1,30 funta od osoby za noc w większości rodzajów zakwaterowania oraz 75 pensów na kempingach i w pokojach współdzielonych, np. hostelach.

To bardzo ważne porównanie.

Edynburg mówi: „5 proc. wartości noclegu”.

Cardiff mówi: „konkretna kwota od osoby za noc”.

Oba modele mają swoje zalety i wady. Procentowa opłata powoduje, że droższy hotel płaci więcej. Stała opłata jest natomiast bardziej przewidywalna i nie powoduje, że wzrost cen hotelowych automatycznie zwiększa również wysokość obciążenia turystycznego.

Wielka Brytania zaczyna eksperymentować

Do tego dochodzą rozwiązania już funkcjonujące w innych brytyjskich miastach. Manchester stosuje opłatę w wysokości 1 funta za pokój lub jednostkę za noc w ramach Manchester Accommodation Business Improvement District. Liverpool stosuje podobny mechanizm z opłatą 2 funtów za zajęty pokój lub jednostkę.

Nie są to jednak dokładnie takie same konstrukcje prawne jak szkockie Visitor Levy. To mechanizmy Business Improvement District, tworzone w ramach odrębnych regulacji i służące przede wszystkim finansowaniu działań związanych z rozwojem lokalnej gospodarki i sektora turystycznego. Właśnie dlatego warto zachować ostrożność, mówiąc o „podatku turystycznym” w Wielkiej Brytanii. Poszczególne miasta stosują różne mechanizmy, podstawy prawne i sposoby wykorzystania pieniędzy.

Najważniejszy będzie rachunek po stronie turysty

Edynburg rozpoczyna więc eksperyment, którego wynik będzie obserwowany nie tylko w Szkocji.

Pytanie nie brzmi już: czy można pobierać opłatę turystyczną?

Można.

Pytanie brzmi: ile można pobierać, zanim turysta zacznie wybierać inną destynację? A jeszcze ważniejsze: czy turysta rzeczywiście widzi, na co przeznaczane są jego pieniądze?

Jeżeli dodatkowe 5 proc. finansuje czystsze ulice, lepszy transport, bezpieczeństwo, kulturę, wydarzenia, ochronę dziedzictwa i lepszą organizację ruchu turystycznego, argument za opłatą jest stosunkowo mocny.

Jeżeli natomiast pieniądze znikają w ogólnym budżecie miasta i finansują wydatki, których turysta nie potrafi powiązać z własnym pobytem, akceptacja będzie znacznie trudniejsza. Zresztą właśnie tego rodzaju przejrzystości oczekuje również szkocka branża turystyczna, która wskazuje, że zarówno mieszkańcy, jak i odwiedzający powinni móc zobaczyć konkretne efekty wydawania pieniędzy z levy.

I tu znajduje się prawdziwy test Edinburgh Visitor Levy. Nie to, ile milionów funtów zbierze miasto. Lecz to, czy po kilku latach będzie można udowodnić, że te miliony poprawiły doświadczenie turysty i nie zmniejszyły liczby odwiedzających.

Bo turysta może zapłacić raz. Jeśli jednak uzna, że za drogi Edynburg oferuje coraz mniej wartości za swoje pieniądze, może następnym razem po prostu wybrać inne miasto.

A tego żadna opłata turystyczna nie powinna przeoczyć.

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *