
Kuba znalazła się w jednym z najpoważniejszych kryzysów turystycznych ostatnich dekad. Od stycznia do lipca 2026 roku wyspę odwiedziło zaledwie 419 863 zagranicznych gości – o 62,8 proc. mniej niż w tym samym okresie 2025 roku. Oznacza to utratę niemal 709 tys. przyjazdów.
Sam lipiec przyniósł tylko 32 272 zagranicznych odwiedzających, wobec 143 225 rok wcześniej. Kryzys dotyka więc nie tylko całego sezonu, ale również bieżącego popytu.
Kanada ciągnie Kubę w dół
Największy spadek odnotowano na kluczowym dla kubańskiej turystyki rynku kanadyjskim. W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy liczba przyjazdów z Kanady zmniejszyła się o 350 737 osób. Kanada pozostaje wprawdzie największym rynkiem źródłowym, ale jej udział gwałtownie się kurczy.
Spadki dotyczą również innych ważnych rynków, m.in. Rosji i Stanów Zjednoczonych, a także przyjazdów Kubańczyków mieszkających za granicą. Problemem jest przy tym nie tylko słabszy popyt. Kuba traci również dostępność transportową.
Paliwo i energia uderzają w turystykę
Jednym z najpoważniejszych problemów jest kryzys paliwowy. Niedobór paliwa lotniczego doprowadził do ograniczenia połączeń z Kubą. Już w lutym Reuters szacował, że do kwietnia może zostać odwołanych nawet 1709 lotów.
Problemy z energią przekładają się także na funkcjonowanie hoteli i całej infrastruktury turystycznej. Część międzynarodowych operatorów ogranicza działalność, a niektóre sieci wycofują się z kubańskiego rynku. Associated Press wskazuje m.in. na problemy dotyczące marek Meliá, Iberostar i Royalton.
W efekcie Kuba znalazła się w błędnym kole: mniej paliwa oznacza mniej lotów, mniej lotów – mniej turystów, a mniejszy ruch dodatkowo pogarsza sytuację przedsiębiorstw turystycznych.
Coraz większy dystans do Karaibów
Skala kryzysu jest szczególnie widoczna w porównaniu z wynikami sprzed pandemii. W 2018 roku Kuba przyjęła około 4,6 mln zagranicznych odwiedzających, a w 2019 roku około 4,2 mln. W 2023 roku było to około 2,4 mln, a w 2024 roku około 2,2 mln.
Dzisiejszy wynik jest więc nie tylko efektem jednego złego sezonu. To kolejny etap kilkuletniego osłabiania pozycji Kuby jako jednej z najważniejszych destynacji Karaibów.
W tym samym czasie turyści mają do wyboru wiele alternatyw, przede wszystkim Dominikanę i Meksyk. Odbudowanie ruchu może być więc trudniejsze niż samo przywrócenie połączeń lotniczych. Przewoźnicy, touroperatorzy i klienci muszą mieć powód, by ponownie wybrać Kubę.
Hawana próbuje otworzyć turystykę
Kubańskie władze zaczynają jednocześnie liberalizować część gospodarki. We wrześniu przyjęto przepisy ułatwiające zagraniczne inwestycje oraz pozwalające prywatnym firmom tworzyć agencje turystyczne. Zmieniono także część zasad dotyczących zatrudniania pracowników przez zagraniczne przedsiębiorstwa.
To może być ważny krok, ale trudno oczekiwać szybkiego przełomu. Inwestorzy i turyści potrzebują nie tylko zmian prawnych, lecz także stabilnych dostaw energii, paliwa, sprawnego transportu i przewidywalnych warunków prowadzenia działalności.
Kuba ma więc dziś problem znacznie większy niż spadek liczby turystów. Musi odbudować cały ekosystem, który pozwala turystyce funkcjonować.
419 tys. zagranicznych odwiedzających w ciągu siedmiu miesięcy pokazuje skalę wyzwania. Dla kraju, który przez lata traktował turystykę jako jeden z głównych filarów pozyskiwania zagranicznej waluty, jest to już nie sygnał ostrzegawczy, lecz kryzys wymagający zasadniczej zmiany modelu działania.



