Poniżej prezentujemy Państwu ciekawy artykuł pt. „Prezes nie powinien być jednocześnie pracownikiem”, który ukazał się w dzienniku Rzeczpospolita.
Wielu prezesów i członków zarządu spółek ma umowy o pracę. Niektórzy eksperci uważają, że czas skończyć z fikcją pracowniczego zatrudniania kierownictwa
Tymczasem oni to bardzo lubią. Dlaczego? Zdaniem Macieja Grelowskiego, przewodniczącego rady głównej BCC, chowając się za pracowniczym statusem, ograniczają swoją odpowiedzialność. Kodeks pracy uszyty jest bowiem na miarę przeciętnego pracownika. Jest on, zwłaszcza przy zwolnieniach, bardziej korzystny niż kontrakt menedżerski.
Umowa menedżerska czy pracy
Istotą kontraktu menedżerskiego jest rozliczanie z rezultatu pracy menedżera: sprawnego zarządzania firmą. Nie jest on podporządkowany pracodawcy jak zwykły pracownik, może nawet z oddalenia kierować firmą, efektywność jego pracy oceniana jest bowiem na podstawie wyników gospodarczych. Stosunek pracy ze swej istoty zawiera zaś podporządkowanie pracownika pracodawcy.
Kontrakt jest umową cywilną, nieuregulowaną w przepisach wprost, stosuje się więc do niego odpowiednio przepisy kodeksu cywilnego o umowie-zleceniu. Uregulowana jest natomiast umowa o pracę. Lista typów tych umów jest zamknięta np. na czas określony, nieokreślony czy okres próbny. Jeśli nawet do takiej umowy doda się elementy kontraktu menedżerskiego czy jego nazwę, to nie przestaje ona być umową o pracę.
Jednak zatrudnianie prezesów (członków zarządów w spółkach) ze względu na jego podwójny, korporacyjny i pracowniczy, charakter krytykują prawnicy i specjaliści od zarządzania.
– Jeżeli za podstawę stosunku pracy, jego najbardziej istotną cechę, uważa się podporządkowanie pracownika pracodawcy, a widoczną tego oznaką jest konieczność wykonywania poleceń, to w tym znaczeniu o podporządkowaniu komukolwiekczłonka zarządu nie może być mowy – wskazuje adwokat Waldemar Gujski, zwolennik kontraktów menedżerskich.
Rzeczywiście, trudno znaleźć sensowną odpowiedź na wiele pytań: Kto na członka zarządu ma nakładać kary porządkowe? Kto ma egzekwować przestrzeganie dyscypliny pracy, regulaminu? Co się stanie, gdy organy spółki (właściciele) wymuszą na zarządcy wadliwe decyzje gospodarcze? Zgodnie z zasadami zarządzania za decyzje odpowiada ten, kto je podejmuje.
Sam ustawodawca zachwiał prawną konstrukcją stosunku pracy członka zarządu. Wprowadził bowiem -w kodeksie spółek handlowych -bezwzględnie obowiązujące przepisy, które zakazują radzie nadzorczej i walnemu zgromadzeniu wydawania zarządcom wiążących poleceń dotyczących prowadzenia spraw spółki (art. 219 i 375k.s.h.). Zdawał sobie sprawę, że zarządzanie należy do zarządu.
To zresztą dość oczywista regulacja. To nie spółka kieruje członkiem zarządu, ale on prowadzi jej sprawy. To on samodzielnie podejmuje decyzje gospodarcze, w tym mające wpływ na długookresową pozycję spółki (zwolennicy kontraktów uważają, że wyniki w tych dziedzinach powinny być podstawowymi kryteriami oceny menedżera). Za swe decyzje ponosi cywilną (majątkową) odpowiedzialność. Nie jest ona ograniczona – jak pracownika – do trzykrotnego wynagrodzenia i wyłącznie rzeczywistych strat.
W tyle za Europą
W Europie jest różnie, ale chyba wszędzie kontrakty menedżerskie są powszechniej stosowane. Co ciekawe, w polskich spółkach Skarbu Państwa prawie w ogóle ich nie ma. Dopiero przy zwolnieniach prezesów, gdy domagają się wysokich odpraw, odżywa temat umów menedżerskich. Inną po temu okazję dawały dyskusje na temat opodatkowania i odprowadzania składek ZUS od takich umów.
Podstawowym problemem nie są zresztą wysokie odprawy, gwarancje płacowe: te bowiem można zagwarantować także w kontraktach menedżerskich, nawet wyższe (poza sferą ustawy kominowej) – choć pod jednym istotnym warunkiem: przedsiębiorca musi się na nie zgodzić.
Najważniejszy argument przemawiający za kontraktami to wymogi ładu korporacyjnego: klarowność statusu zatrudnieniowego menedżera. Maciej Grelowski, który jako współzałożyciel Polskiego Instytutu Dyrektorów zajmował się ładem korporacyjnym, a jego elementem jest system zatrudniania menedżerów, uważa, że dla uporządkowania tej dziedziny niezbędna jest interwencja ustawodawcy. Potrzebna byłaby zmiana k.s.h., która określiłaby warunek zawierania z nimi umów cywilnych, anie pracowniczych.
Do tej pory to tylko sądy rozstrzygają pojawiające się kontrowersje z tym hybrydowym statusem prezesów.
MAREK DOMAGALSKI



