Liczne procesy polityczne przeciwko prawnikom i dziennikarzom na tle politycznym położyły kres nadziejom, że prezydent Hu Jintao będzie postępowym reformatorem – uważa Human Rights Watch.
Sąd w Linyi we wschodniochińskiej prowincji Shandong odrzucił odwołanie Chen Guangchenga i 35-letni niewidomy działacz społeczny odsiedzi cztery lata i trzy miesiące za "chuligaństwo" i "niszczenie własności publicznej", organizowanie protestu przeciwko urzędnikom odpowiedzialnym za walkę z nędzą.
Dwa lata temu Chen ujawnił, że urzędnicy z wydziału planowania rodziny w Linyi zmusili do aborcji kilka tysięcy kobiet, w tym będące w ósmym miesiącu ciąży. Chen zdołał złożyć doniesienie do krajowej komisji planowania rodziny, która obiecała, że sprawie się przyjrzy. Skontaktował się też z tygodnikiem "Time", który w 2006 r. ogłosił go jednym z setki najbardziej wpływowych ludzi świata.
Za ten rozgłos Chen drogo zapłacił. Urzędnicy z Linyi wysłali za nim do Pekinu "nieznanych sprawców", którzy porwali niewidomego i sprowadzili go z powrotem do Linyi. Tam osadzono go w areszcie domowym i po roku urządzono mu proces.
Jednocześnie z wyrokiem w sprawie Chena nadeszła informacja o represjach wobec znanego prawnika, obrońcy wsi Guo Feixiong. Od miesiąca głoduje on w proteście przeciwko próbom zmuszenia do współpracy. Adwokata zatrzymano pod zarzutem "prowadzenia nielegalnej działalności gospodarczej" i, jak podało Radio Wolna Azja, przykuto na 40 dni do więziennej pryczy.
Naraził się miejscowym urzędnikom, bo pomagał mieszkańcom wsi Taishi w południowej prowincji Guangdong. Taishi zasłynęło w Chinach, gdy w 2005 roku próbowało w drodze wyborów usunąć skorumpowanego sołtysa.
Kiedy pod koniec lat 90. partia ogłosiła, że Chinami rządzi prawo, wiele ludzi potraktowało tę deklarację dosłownie. I na przykład renomowani prawnicy z Pekinu czy Kantonu zaczęli bronić wywłaszczanych bez odszkodowania chłopów i eksmitowanych lokatorów.
W czerwcu 2006 r. Luo Gan, członek Stałego Komitetu Biura Politycznego odpowiedzialny za sprawy polityczne i wymiar sprawiedliwości, ostrzegł, że prawnikom "udającym obrońców prawa" chodzi o obalenie partii komunistycznej, i wezwał do wzmocnienia kontroli. Był to sygnał do rozprawy z prawnikami.
Od końca roku z Chin napływają informacje o rozprawie z prawnikami i działaczami społecznymi, uczestnikami tzw. ruchu w obronie prawa, weiquan. Są więzieni, bici, trzymani w odosobnieniu.
Obydwa przypadki Human Rights Watch opisuje w dorocznym raporcie o sytuacji praw człowieka na świecie w 2006 r. O Chinach pisze się tam tak: "Liczne procesy polityczne przeciwko prawnikom i dziennikarzom na tle politycznym położyły kres nadziejom, że prezydent Hu Jintao będzie postępowym reformatorem".
HRW, która w 2000 r. poparła decyzję MKOl-u o przyznanie organizacji igrzysk olimpijskich Pekinowi, nie kryje rozczarowania i stwierdza, że w 2006 r. doszło do znaczącego pogorszenia w dziedzinie przestrzegania praw człowieka.
Ci, którzy liczyli, że olimpiada wymusi poprawę, przekonują się, że dla rządzących Chinami ważniejsze są względy polityki wewnętrznej. Chiny przeżywają gwałtowną transformację i partia boi się eksplozji społecznej. Chce też spokoju, bo jesienią 2007 r. będzie zjazd partii, a obecna ekipa zamierza wykorzystać to wydarzenie do przejęcia całkowitej władzy nad krajem.
Źródło: Gazeta.pl



