W restauracjach jest o 20 proc. mniej gości, a obroty kramów w Sukiennicach spadły nawet o 50-80 proc. Jeśli tak dalej pójdzie, może to się skończyć upadkiem niektórych firm – alarmują krakowscy restauratorzy i hotelarze.
Nic dziwnego jednak, skoro w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy pobyt w Krakowie zdrożał nawet o 40 proc. Na dodatek miasto przespało ostatnie lata: wciąż nie mam hali, która umożliwiłaby organizowanie koncertów wielkich gwiazd i wydarzeń artystycznych, brakuje miejsc na konferencje i duże sympozja. Nawet wizytówka miasta – Rynek Główny – natłokiem imprez, rzeźb, kramów, mimów, imprez, wyścigów, pokazów przypomina bardziej gwarny, tłumny, ale też brudny plac Jamma El Fna w marokańskim Marrakeszu.
Źródło: horeca.pl



