Czasy, gdy nazwa pizzy "Uśmiech Boryny" wywoływała uśmiech na twarzy gości, już minęły. Dziś restauratorzy prześcigają się w oryginalnym nazewnictwie serwowanych dań.
Tygodnik "Wprost Light" zainteresował się oryginalnym nazewnictwem niektórych restauracyjnych dań. "Wielkie ziobro, kanapka zboczek, kociołek gulaszu kurewsko ostry, czarna ospa, ubity bawół grający o swą duszę w kości, by mięso zostało w całości" – ta wyliczanka nie ma końca…
U Fukiera goście z całego świata spróbować mogą „Sałaty romantycznej" lub „Garnka cielęcego pełnego dobroci". W innym lokalu Magdy Gessler króluje kanapka „Wariatka". Jedno z popisowych dań restauratorki zwie się „Prawie metr śledzia, prawie niedrogi, prawie niesiony, w oleju lnianym zasypany białą cebulką". Ona sama przyznaje, że od używania dosłownych nazw są książki kucharskie. – Trzeba jednak posiąść kulturę układania słów, bo granica między subtelnością a kiczem jest cienka – dodaje Gessler w rozmowie z dziennikarką "Wprost Light".
A nie jest to łatwe. W Cwaniaku Warszawskim nazwy dań mają kojarzyć się z przedwojenną Warszawą. I tak zjeść można „Mokotowskie tango", "Mięsiwo marszałka" lub „Rarytasik dla absztyfikanta". A utrzymane w klimatach country restauracje Sioux zapraszają na „Preriowy dyliżans" i "Uśmiech łosia do indiańskiej squaw". W ofercie są też m.in. „Steak a la tępa strzała w zadzie bizona" i „Ubity bawół grający o swą duszę w kości, by mięso zostało w całości". Dlaczego restauratorzy decydują się na umieszczenie tak rubasznych nazw potraw w menu? – Chcieliśmy wyróżnić się na tle innych restauracji – wyjaśnia Piotr Mikołajczyk z Siouksa.
Jak pisze tygodnik, rekordy popularności biją obecnie dania nawiązujące do nazwiska amerykańskiego prezydenta. "Śniadanie Obamy", kanapka "Barry O.", "Obama Special" – to tylko niektóre z nich.
Źródło: horeca.pl



