Rdzenni mieszkańcy Alaski stworzyli solidne podstawy państwowej turystyki, wciągając swoich gości w wir muzyki i tańca, sztuki oraz historii różnorodnych kultur.
Największy wzrost gospodarczy w branży odnotowują duże miasta znajdujące się na trasie rejsów wycieczkowych. Eksperci zwracają jednak uwagę, że coraz więcej podróżnych wyrusza do odosobnionych wiosek na własną rękę, chcąc doświadczyć życia z potomkami pierwszych mieszkańców kontynentu. Trend ten ma zostać potwierdzony przez badania, które zostaną przeprowadzone po tegorocznym sezonie letnim.
W Hoonach, mieście zamieszkanym przez 765 osób z plemienia Tlingit, rozwój turystyki zmienił wszystko. Odrestaurowana, od dawna zamknięta fabryka konserw służy teraz jako kompleks turystyczny i port dla statków wycieczkowych, a miasteczko oferuje, poza swoim dziedzictwem kulturowym, restauracje, wycieczki wędkarskie oraz obserwacje wielorybów. W poprzednim roku miejsce to odwiedziło aż 123 tys. gości. Stworzono ponad 130 stanowisk pracy. W ubiegłym roku gospodarka zyskała aż 3,6 miliona dolarów, a część zysków przeznaczono na stypendia dla młodzieży.
Innym ciekawym miejscem jest wyspa St. Paul, gdzie można obejrzeć focze skóry oraz zwiedzić muzeum, w którym zaznacza się rosyjskie korzenie tamtej społeczności. Zaś Aleut to ptasi raj – można tam spotkać prawie 300 gatunków ptaków.
Dla tych wspólnot nie pieniądze są jednak najważniejsze. Chodzi również o dumę ze swego dziedzictwa. Utrwalenie kultury plemiennej jest sposobem na utrzymanie jej przy życiu. Dlatego program turystyczny obejmuje również poznanie tradycyjnego zielarstwa, rzeźbiarstwa w drewnie i koralikach oraz innych rzemiosł.
Opracowała: Magdalena Chęcińska



