Bałtyk „last minute”?

W związku z licznymi doniesieniami o kryzysach gospodarczych w wielu turystycznych krajach, wypadkami samolotów, a czasem zwyczajnie z uwagi na nieco cieńszy portfel, Polacy coraz częściej jako miejsce spędzenia wakacyjnego urlopu wybierają polskie morze. Przy ładnej, słonecznej pogodzie Bałtyk jest piękny i w rzeczywistości nie aż tak lodowatym, jak głoszą legendy. Niestety w ostatnich latach letnia pogoda raczej nie rozpieszcza nas upałami i wybierając się na wczasy w kraju nawet w ścisłym sezonie trzeba mieć nie lada szczęście, by trafić na wymarzoną aurę.
Należałoby jednak przyjrzeć się planowaniu urlopów nad polskim morzem. Zakwaterowanie – prywatne pokoje, kwatery, pensjonaty. W ściśle turystycznych miejscowościach co drugi dom oferuje turystom noclegi. Cel podróży – leżenie na plaży, schłodzenie się w wodzie. Jadąc nad Bałtyk, bardzo rzadko decydujemy się na zorganizowaną formę wycieczki. Zazwyczaj na własną rękę wybieramy jedną z licznych nadmorskich miejscowości, rezerwujemy pokój i jedziemy.
Czy jest więc sens we wczasach last minute nad Bałtykiem? Czy w ogóle istnieje coś takiego? Pojęcie „last minute” przyjęło się w polskiej turystycznej rzeczywistości i bardzo spodobało się zarówno turystom, jak i firmom turystycznym, choć przez tych pierwszych jest czasem błędnie rozumiane, a przez tych drugich – błędnie stosowane. Oferty last minute nieco mylnie kojarzone są jako oferty posezonowe. Tak naprawdę oznaczają zakup wycieczki po niższej cenie w ostatniej chwili, bez planowania i wpłacania zaliczki na kilka miesięcy wcześniej; często mają na celu sprzedanie ostatnich wolnych miejsc. Faktem jest, iż najwięcej ofert last minute pojawia się pod koniec lub poza sezonem, gdyż wtedy popyt na wczasy jest mniejszy i biura podróży mają coraz więcej luk w oferowanej liczbie miejsc.
Jeżeli jednak chodzi o polskie morze, w czerwcu, lipcu, a nawet w sierpniu last minute raczej nie istnieje, a domy gościnne i kwatery na zbyt wiele wolnych miejsc nie narzekają. Nazwa „last minute” przewija się czasem pod koniec lub już po sezonie w ofertach niektórych pensjonatów i oznacza ni mniej ni więcej jak nieco niższą cenę noclegu,  stanowiąc bardziej hasło reklamowe niż faktyczną ofertę.
Czy warto? Jeżeli poszukujemy wczasów z morskimi i słonecznymi kąpielami w tle, to raczej nie. Korzystając z ofert posezonowych w Polsce nie można liczyć na piękną pogodę. W obliczu ostatnich zimnych końcówek wakacji należałoby się raczej zastanowić nad przesunięciem czy raczej skróceniem okresu zwanego „sezonem wysokim” lub „sezonem głównym”, który w nadmorskich ofertach zwykle trwa do 31 sierpnia. Gdyby cały sierpień uznany został za posezonowy, a oferty last minute faktycznie kusiły cenowo, być może warto byłoby zaryzykować i liczyć, iż trafimy na te nieliczne sierpniowe promienie słoneczne.


Iwona Pajewska

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *