W Warszawie odkryto nowe zabytki

Warszawskie nazwy ulic sięgają czasów, gdy pasło się na nich bydło i rosły zboża. Stanowią cenny zabytek, uważa Kwiryna Handke, autorka niedawno opublikowanej książki „Dzieje Warszawy nazwami pisane”.
 Książka ukazuje wzajemną relację pomiędzy nazwami ulic a ludźmi. Stanowi swego rodzaju historyczny obraz Warszawy. Mieszkańcy poprzez swój styl życia, potrzeby, postrzeganie świata kształtowali nazewnictwo miejsc, w których żyli. Celowo w dziele wyodrębniono mniej znane nazwy z przeszłości. W ten sposób historia już dawno zapomnianych miejsc, powraca. Przedstawione są tu procesy przekształcenia, tworzenia i znikania ulic. Ten bogaty i różnorodny zbiór, stanowi ważny niematerialny zabytek kultury narodowej.
 Pierwsze zapisy nazw warszawskich ulic pochodzą z 1415 roku. Niektóre z nich odnoszą się do prawdziwych wydarzeń. Nazwa Dynasy pochodzi od znanego awanturnika i podróżnika, księcia Ottona de Nassau. W XVIII wieku posiadał on pałac w tej okolicy, a jego osoba została upamiętniona w „Panu Tadeuszu”. Natomiast na ulicy Boleść nazywanej też Bolesną znajdowało się znane więzienie.
 Istnieją także nazwy ironiczne, tak jak w przypadku ulicy Dobra. W rzeczywistości była ona w XVIII wieku, słabo zabudowana i dodatkowo często zalewana przez Wisłę. Sprzeczność występuje także w nazwie Krzywe Koło, które miało nietypowy kręty przebieg ulicy.
 Często nazwy ulic pochodziły od zawodów ludzi, którzy tam się osiedlili. Tak jak Grabska, Furmańska, Rybna czy Tkaczy. W XVI wieku na dzisiejszej Miodowej, zamieszkali piekarze z Torunia. Ich pierniki z miodem były znane w całym mieście. Nazwy ulic miały także związek z zwierzętami. Na przykład „okólnik” oznaczał zagrodę dla zwierząt, podobnie było z Kozią, Bykową czy Krowią.
 Wiele nazw jest bardzo starych, pamiętających czasy,  gdy na ulicach pasły się krowy i rosły zboża. Na dzisiejszej Dzielnej było kiedyś pole, a Freta wywodzi się od wyrazu „freth”, czyli pastwisko. Wspomnienia łąk i targu siana nosi w sobie Żytnia, a Topiel i Bugaj były zalewane przez Wisłę.
Kwiryna Handke uważa, że nazwy ulic należy chronić. Wskazuje, że największym zagrożeniem jest ich zmiana, na nazwy upamiętniające wydarzenia, postacie lub grupę ludzi. W ten sposób zostaje utracona bardzo stara nazwa, a zatem historia danego miejsca. Nowe nazewnictwo jest w praktyce martwymi napisami. Mieszkańcom ciężko się nimi posługiwać, dlatego często jest deformowane lub skracane. Na przykład zamiast ulica 21 Pułku Dzieci Warszawy, mówi się 21 Pułku lub Dzieci Warszawy.

Tomasz Perek

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *