Zamek w Nidzicy był największym na Mazurach obronnym zamkiem krzyżackim. Stanął około 1370 roku na wzgórzu otoczonym moczarami i bagnami. Wzniesiono go na planie prostokąta z dziedzińcem pośrodku. W wysokim budynku głównym była kaplica, refektarz i kancelaria. Dwie pięciokondygnacyjne wieże otaczały bramę wjazdową. Dzisiaj zamek wygląda niemal tak samo.
Mieszczanie nie lubili osób mieszkających w zamku. Nie przeszkadzało to jednak gorącym uczuciom. Pewnego razu któryś z rycerzy krzyżackich zakochał się w pięknej mieszczce. Spotykali się potajemnie na kamiennym mostku łączącym zamek z miastem. Parę wypatrzył jeden z wójtów rządzących zamkiem. Kazał rycerzowi ściąć głowę ukochanej. Rycerz wykonał polecenie, po czym skrył się w lesie. Dziś, w godzinie duchów, między zamkowymi wieżami przechadza się dama. Za nią ze spuszczoną głową snuje się smutny rycerz.
Na tydzień przed bitwą pod Grunwaldem w 1410 roku do miasta dotarły wojska Jagiełły. Zamek był wtedy pusty. Dzień wcześniej opuściła go załoga krzyżacka, która otrzymała rozkaz zebrania się pod Grunwaldem. Ostatnia walka o zamek rozegrała się w czasie potopu szwedzkiego. Wtedy warownię zaatakował oddział Tatarów. Mieli pomagać polskiemu królowi, a postanowili zdobyć Nidzicę, licząc na skarby. Bohaterem tamtych wydarzeń był żołnierz Nowak. Kiedy Tatarzy podeszli pod miasto od strony południowej, wystrzelił z armaty potężną kulę i trafił prosto w namiot dowódcy tatarskiego, rozstawiony przy ogromnym głazie. Dowódca zginął, a kula utkwiła w głazie. Nad ranem okazało się, że Tatarzy odstąpili od murów. Nowak za bohaterski czyn otrzymał kawałek ziemi i trochę zabudowań pod miastem. W pobliskiej wsi Tatary można zobaczyć głaz narzutowy zwany Tatarskim kamieniem. Tkwi w nim kamienna kula. Ostatni raz żołnierze przebywali na zamku w 1812 roku. Była to wielka armia Napoleona udająca się na Moskwę.
Zamek przetrwał w dobrym stanie dzięki Fryderykowi Tymoteuszowi Gregoroviusowi, radcy prawnemu z Nidzicy. W latach 1828-30 przerobił zamek na sąd i więzienie. W pamiętnikach Gregorovius opisuje rozprawy sądowe w sali rycerskiej. Jej wschodnia ściana była pokryta malowidłami. Oskarżeni zamiast słuchać sędziów, gapili się na nie. Trwało to dopóki jeden z sędziów nie zdenerwował się i kazał zamalować wszystkie obrazy.
Mieszczanie nie lubili osób mieszkających w zamku. Nie przeszkadzało to jednak gorącym uczuciom. Pewnego razu któryś z rycerzy krzyżackich zakochał się w pięknej mieszczce. Spotykali się potajemnie na kamiennym mostku łączącym zamek z miastem. Parę wypatrzył jeden z wójtów rządzących zamkiem. Kazał rycerzowi ściąć głowę ukochanej. Rycerz wykonał polecenie, po czym skrył się w lesie. Dziś, w godzinie duchów, między zamkowymi wieżami przechadza się dama. Za nią ze spuszczoną głową snuje się smutny rycerz.
Na tydzień przed bitwą pod Grunwaldem w 1410 roku do miasta dotarły wojska Jagiełły. Zamek był wtedy pusty. Dzień wcześniej opuściła go załoga krzyżacka, która otrzymała rozkaz zebrania się pod Grunwaldem. Ostatnia walka o zamek rozegrała się w czasie potopu szwedzkiego. Wtedy warownię zaatakował oddział Tatarów. Mieli pomagać polskiemu królowi, a postanowili zdobyć Nidzicę, licząc na skarby. Bohaterem tamtych wydarzeń był żołnierz Nowak. Kiedy Tatarzy podeszli pod miasto od strony południowej, wystrzelił z armaty potężną kulę i trafił prosto w namiot dowódcy tatarskiego, rozstawiony przy ogromnym głazie. Dowódca zginął, a kula utkwiła w głazie. Nad ranem okazało się, że Tatarzy odstąpili od murów. Nowak za bohaterski czyn otrzymał kawałek ziemi i trochę zabudowań pod miastem. W pobliskiej wsi Tatary można zobaczyć głaz narzutowy zwany Tatarskim kamieniem. Tkwi w nim kamienna kula. Ostatni raz żołnierze przebywali na zamku w 1812 roku. Była to wielka armia Napoleona udająca się na Moskwę.
Zamek przetrwał w dobrym stanie dzięki Fryderykowi Tymoteuszowi Gregoroviusowi, radcy prawnemu z Nidzicy. W latach 1828-30 przerobił zamek na sąd i więzienie. W pamiętnikach Gregorovius opisuje rozprawy sądowe w sali rycerskiej. Jej wschodnia ściana była pokryta malowidłami. Oskarżeni zamiast słuchać sędziów, gapili się na nie. Trwało to dopóki jeden z sędziów nie zdenerwował się i kazał zamalować wszystkie obrazy.
Marlena Wojtalik



