Jedni wolą dbać o kondycję fizyczną, wylewając litry potu na siłowni, inni wolą śledzić poczynania zawodników przed telewizorem z zimnym piwem w ręku. Jeszcze inni natomiast są tak zagorzałymi fanami, że za swoją ulubioną drużyną lub zawodnikiem pojadą na drugi koniec świata, tylko po to, aby zobaczyć jej poczynania na żywo i wtopić się w wielotysięczną rozentuzjazmowaną widownię.
Korzenie turystyki sportowej sięgają już starożytności. Igrzyska olimpijskie były w świecie greckim wielkim świętem. Ze wszystkich polis ciągnęli do Olimpii, a także innych miejsc, gdzie odbywały się pomniejsze zawody, widzowie pragnący ujrzeć triumf swoich ulubieńców. W Starożytnym Rzymie ogromnym widowiskiem były igrzyska rozgrywane w amfiteatrach. Gorące emocje wywoływały zwłaszcza wyścigi rydwanów, podczas których na trybunach dochodziło nawet do bójek wśród kibiców wspierających poszczególne ekipy. Niewątpliwie zawody takie przyciągały do miast ciekawskich z dalekich zakątków poszczególnych regionów imperium. W średniowieczu wyobraźnię tłumów poruszały natomiast turnieje rycerskie, na które przybywali wraz ze świtą rycerze z posiadłości położonych w promieniu wielu kilometrów, a nawet z innych księstw i królestw.
Początki nowoczesnego sportu to II pol. XIX wieku. Jego prawdziwy rozkwit wiązał się jednak z pojawieniem się mediów masowych, a zwłaszcza telewizji. Sportowcy stali się gwiazdami popkultury, a najwybitniejsi z nich osiągnęli status bohaterów narodowych. Nic więc dziwnego, że wielu ludzi nie wahało i nadal nie waha się, wydać dużych pieniędzy, aby zobaczyć swoich idoli w akcji podczas najważniejszych zawodów.
Kibice zaczynają coraz częściej wykorzystywać obecność na rozgrywkach sportowych, by poznawać walory turystyczne miejsc, które odwiedzają lub po prostu dobrze się bawić. 80% miast i regionów, które goszczą u siebie największe imprezy sportowe na świecie zauważyło, że kibice coraz bardziej upodabniają się do typowych turystów. Wnioski te wypływają z raportu World Travel Market, zaprezentowanego podczas zeszłorocznych targów turystycznych w Londynie. Niektórzy biorą kilkudniowe urlopy, by przy okazji wyjazdu na mecz lub zawody, zobaczyć za jednym zamachem również najważniejsze atrakcje miasta, poczuć jego atmosferę i skorzystać z oferty rozrywkowej. Coraz częściej zabierają ze sobą również swoje rodziny i znajomych niezainteresowanych bezpośrednio zmaganiami sportowców. Dlatego też współczesny kibic nie pojedzie do Barcelony tylko po to, żeby zobaczyć ligowe spotkanie jednej z najbardziej znanych drużyn świata, lecz zwiedzi też klubowe muzeum i stadion Camp Nou. W tym czasie jego żona uda się z córkami na zakupy na słynnej La Rambli, po których odpocznie w Ogrodach Gaudiego. Późnym wieczorem zaś cała rodzina zje wspólnie kolację w urokliwej knajpce położonej wśród śródmiejskich uliczek. Ważne są tu również kwestie ekonomiczne – sama podróż sporo kosztuje i wielu ludziom szkoda jest wydawać pieniądze tylko po to, by po 90 minutach meczu piłki nożnej wrócić do domu oddalonego o setki, a nawet tysiące kilometrów.
Miasta, a także regiony, w których odbywają się największe imprezy sportowe, korzystają z możliwości, aby przy tej okazji wypromować się i przyciągnąć jak najwięcej turystów. Nie bez powodu w Polsce przed EURO 2012 zaczęto w przyspieszonym tempie prowadzić przetargi na budowy nowych autostrad, terminali lotniczych czy dworców – wszystko po to, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Także Londyn przygotowuje się do pokazania całemu świata z okazji wielkiej imprezy sportowej. Mowa tu oczywiście o Olimpiadzie, z okazji której stolica Wielkiej Brytanii spodziewa się nawet 4 milionów zagranicznych turystów. Od organizacyjnego powodzenia obu imprez zależy, czy zainwestowane w nie miliardy zwrócą się w postaci dobrego wizerunku i pieniędzy zostawionych u gospodarzy przez kibiców-turystów.
Więcej w wydaniu TTG Polska "Turystyka aktywna"
Piotr Piasecki, Daniel Staszek



