Wywiad opublikowany Rzeczpospolitej
http://www.rp.pl/artykul/881310.html#.T7-LKNnZRaA.facebook
Dotychczasowe działania były zbyt rozproszone – ocenia ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Krzysztof Opolski
Trzy z plusem – na taką ocenę zasługuje, jego zdaniem, "cała atmosfera w Polsce wokół Euro, w tym promocja naszego kraju poprzez te mistrzostwa". Tymczasem, jak podkreślił profesor, tak duża impreza sportowa tworzy dla gospodarza szanse na liczne korzyści.
Za złą atmosferę wokół Euro Opolski wini media. Uważa, że mistrzostwa należałoby pokazywać z punktu widzenia radości, jaką daje kibicom rywalizacja ich drużyn i szerokiego otwarcia się kraju na Europę.
PAP: Euro 2012 rozpocznie się za niespełna dwa tygodnie. Jaką opinię ma pan na temat przygotowania Polaków do tego wydarzenia i działań mających na celu promowanie naszego kraju na arenie międzynarodowej?
Krzysztof Opolski: Przed nami wielka, masowa impreza. Na ulicach nie widać jednak, by napięcie narastało. To mnie dziwi. Nie ma atmosfery, klimatu sugerującego, że według Polaków Euro to fajne przedsięwzięcie, które sprawi, że nasz kraj znajdzie się w centrum zainteresowania Europy, i że na tej imprezie zarobimy.
Nie dostrzegam w ludziach fascynacji, zaangażowania, radości z tego, że przyjedzie do nas tak wielu cudzoziemców, że będą organizowane ciekawe imprezy towarzyszące mistrzostwom, że będziemy się ze sobą spotykać przy okazji meczów, że będzie "się działo". Emocje są bardzo umiarkowane.
Po Warszawie jeżdżą specjalne autobusy, wożące turystów. Nie zauważyłem jednak, by były oflagowane, szczególnie ozdobione, opatrzone informacjami, że wkrótce w Polsce odbędą się mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Spacerując w tych dniach po mieście, w którym organizowane jest Euro, powinniśmy widzieć ozdobione w oczekiwaniu na kibiców hotele, telebimy na ulicach, przypominające, że przed nami Euro. Informacje o zbliżających się mistrzostwach powinny być widoczne na lotniskach, w pociągach.
Gdybym miał wystawić za to wszystko ocenę, powiedziałbym, że całą atmosferę w Polsce wokół tych mistrzostw, odbiór społeczny imprezy, działania promocyjne w związku z Euro oceniam na trzy z plusem. To wszystko jest dość chude, cienkie.
Jaki będzie tego skutek?
Taki, że możemy zmniejszyć jako kraj potencjalne korzyści z Euro. Intensywne działania promujące Polskę na arenie międzynarodowej powinny być prowadzone już od momentu ogłoszenia, że będziemy jednym z gospodarzy mistrzostw. Już od tamtej chwili promocja kraju powinna się rozpędzać. Powinna narastać dramaturgia. Niestety, za nami czas w pewnej mierze zmarnowany.
Co jest naszą słabością, czego zabrakło?
Promocją Polski zajmuje się wiele różnych instytucji. Każda robi swoje i każda po swojemu. Jest to promocja rozproszona. Tymczasem od samego początku, czyli od momentu ogłoszenia decyzji, że będziemy gospodarzami Euro te działania powinny być skoncentrowane, powinna funkcjonować wspólna, jednoznaczna strategia promocji kraju.
Zacząć należałoby od ogólnych, podstawowych informacji przekazywanych do innych państw europejskich – o tym, jakim krajem jest Polska, jacy ludzie ją zamieszkują. Potem dramaturgia powinna narastać poprzez coraz bardziej intensywną promocję kraju, przedstawianie Polski w różnych aspektach – gospodarczym, politycznym, społecznym, kulturalnym.
Kto, pana zdaniem, odpowiada za jedynie "umiarkowane emocje" Polaków, za to, że w ludziach nie widać szczególnej radości w związku z mistrzostwami?
W dużym stopniu media. Jeśli chodzi o ukazujące się informacje dotyczące Euro, bardzo wiele z nich poświęcano problemom – m.in. kłopotom z autostradami, walce o kilometry dróg. Za mało było materiałów pozytywnych, podkreślających, jak wspaniała jest to impreza. Sukces trzeba kształtować. Euro należało by pokazywać z punktu widzenia pasji, radości, jaką daje kibicom futbol, cudownej rywalizacji i szerokiego otwarcia się kraju na Europę.
Ludzie w Warszawie, z którymi rozmawiam na temat Euro – wśród studenci – mówią często, że "trzeba chyba wyjechać na ten okres z miasta, bo tu nie da się żyć". Niektórzy zdają się postrzegać te mistrzostwa jako kataklizm, który nas czeka. Za mało było w Polsce, m.in. w mediach, dyskusji, jakie korzyści płyną dla nas z Euro.
Proszę je zatem wskazać. Czy z ekonomicznego punktu widzenia taka impreza się Polsce opłaca?
Tak. Dlatego, że długofalowe korzyści będą większe niż krótkoterminowe koszty. Jeżeli Polska dzięki tak dużej imprezie pokaże się w dobrym świetle, stanie się krajem bardziej dostrzeganym, lepiej znanym przeciętnemu Europejczykowi i uznanym za atrakcyjny. Cudzoziemcy będą do nas przyjeżdżać. Będą zostawiali pieniądze, śpiąc w naszych hotelach, jedząc w restauracjach, oglądając zabytki i korzystając z turystycznych atrakcji.
Możemy też liczyć na większe zainteresowanie ze strony biznesmenów, jeśli przedstawimy im Polskę jako kraj atrakcyjny i bezpieczny. Skojarzenie z Polską powinno być takie, że to jest kraj nowoczesny. Powinna być większa wiedza o Polsce za granicą.
Ja często jeżdżę za granicę na konferencje i często spotyka mnie taka sama przygoda. Ludzie z innych krajów podchodzą do mnie – widzą człowieka w garniturze, czującego się pewnie, swobodnie – i pytają, skąd jestem. Gdy odpowiadam "from Poland", reakcja z ich strony to zazwyczaj: "Mhm, Holland?". Koledzy profesorowie z Polski opowiadają mi takie same historie.
Jeśli dzięki Euro damy się poznać z dobrej strony, zacznie się wokół Polski ruch. Ludzie będą do nas przyjeżdżać, a nasza gospodarka się wzmocni. Kraj sprzedaje m.in. kulturę, turystykę, gastronomię. Jeśli podsumuje się to wszystko, uważam, że ogólny bilans będzie dodatni. Należy jednak intensywnie promować Polskę również po zakończeniu Euro, wykorzystać daną nam szansę, to, że znaleźliśmy się na jakiś czas w centrum zainteresowania.
Oczekującym na inaugurację mistrzostw Polakom doradzałby więc pan optymizm?
Oczywiście. W ogóle nie chciałbym być pesymistą w kontekście Euro. Jeśli w polskim społeczeństwie przed tą imprezą wyzwolone zostaną entuzjazm, duch pozytywnej rywalizacji, radość, którą daje sport – ludzie będą przychodzić na imprezy związane z Euro. Będą chcieli się bawić i tworzyć więzy między sobą.
Materiał opublikowany w Rzeczpospolitej
http://www.rp.pl/artykul/881310.html#.T7-LKNnZRaA.facebook



