Na początek kilka wyświechtanych – ale istotnych frazesów… Po pierwsze eksperci szacują, że w dniu meczu kibic powinien wydać na stadionie równowartość zakupionego biletu, by na spotkaniu (np. piłkarskim) można było zarobić. W celu zarabiania stadionu potrzebna jest jednak przede wszystkim dobra oferta rozrywkowa (np. niezłe koncerty) i sportowa (rozgrywki ligowe na stałe), gastronomiczna i handlowa. Stadion – by samorząd nie musiał do niego dokładać – powinien także przyciągać odwiedzających przez siedem dni w tygodniu, niezależnie od kalendarza spotkań sportowych i imprez.
Tyle frazesów… W praktyce bowiem to naprawdę wszystko dość trudne i złożone…
– Żeby stadion miał szansę trzeba wspierać kolejne wydarzenia ze wszystkich stron. Hotelarze też powinni się angażować w inicjowanie takich imprez. Muszą zrozumieć, że one przyciągają potencjalnych gości. Zwłaszcza na rynkach lokalnych, gdzie imprezy mają małe budżety i borykają się z dużymi problemami – mówi Jan Wróblewski, członek zarządu Zdrojowa Invest.
– Przy tego typu obiektach przyjmuje się, że pierwszych kilka lat będzie na minusie – czasem bardzo dużym – dodaje Bartosz Tobieński, rzecznik prasowy Ergo Areny.
Dziś np. 44-tysięczny Stadion Miejski we Wrocławiu nie zapełnia się, nawet na meczach reprezentacji. Czy jest zbyt duży? Być może. Władze 8-milionowego Londynu zdecydowały się na zmniejszenie wybudowanego na Olimpiadę stadionu z 80-tys. do 25 tys. miejsc. Umożliwia to specjalna, innowacyjna konstrukcja areny.
– Generalna uwaga, co do sposobu projektowania i budowy "eurostadionów" jest taka, że trudno się dziwić władzom samorządów, ponieważ w pośpiechu organizowały konkursy architektoniczne, by pozyskać dotację z Unii Europejskiej czy Ministerstwa Sportu. Kiedy pozyskano dofinansowanie, dopiero wówczas realne stawało się zagrożenie, iż do utrzymania obiektów trzeba będzie dokładać, więc zaczęto zastanawiać się jak tymi stadionami i halami efektywnie zarządzać – jest to powszechne zarówno w odniesieniu do małych jak i dużych projektów – mówi Kacper Kozłowski z Investment Support.
Polskie miasta są znacznie mniejsze od Londynu. Największe nasze stadiony będą więc musiały aktywnie zabiegać o kibiców, klientów i sponsorów. Jeżeli to się powiedzie – zaplecze infrastrukturalne polskiego sportu znajdzie się na zupełnie nowym, światowym poziomie organizacyjnym.
– Przychody z organizacji imprez mogą pokryć koszty i o to chodzi. W przypadku Stadionu Narodowego na razie widać, że ta aktywność na stadionie jest spora i będzie spora. Dużo imprez się dzieje i jest szansa, że Stadion Narodowy będzie obiektem, do którego nie będziemy dokładać. Mamy nadzieje, że zarządcy pozostałych stadionów będą aktywnie poszukiwać różnego rodzaju imprez, żeby generować przychody – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.
Problem – Stadion Narodowy – ma jednak ostatnio z wizerunkiem. Fakt – jest najnowocześniejszy, najdroższy i największy w Polsce, ale i najbardziej wyśmiewany i awaryjny.
Jak dodaje Borowski faktem jest jednak, że raczej nigdy nie uda się pokryć kosztów stadionowych inwestycji nad Wisłą z ostatnich lat. Przez 6 lat wybudowano, bądź rozbudowano, w Polsce 18 dużych stadionów.
– Nie ma na świecie stadionu, który by się zwrócił. Stadiony nie po to są budowane – mówi wprost Borowski.
O sukcesie bądź porażce wielu z nowych stadionów (szczególnie tych głównie piłkarskich) zadecydują także, najprawdopodobniej, dwa czynniki: bezpieczeństwo i poziom sportowy rozgrywek. Pokutujące w Polsce przekonanie o braku bezpieczeństwa podczas meczów, znacznie utrudnia zachęcenie do przyjścia na stadion osób, które nie były dotąd aktywnymi kibicami. Dość dobrze ilustruje je fakt, że w przypadku niektórych rozgrywanych w Polsce spotkań, newsem prasowym jest już sam brak awantur.
„Legia Warszawa – FC Sevilla bez poważnych incydentów”, „Warszawa: spokojnie po meczu Polska – Czechy” – to tylko przykładowe nagłówki prasowe.
– Pod względem technicznym, bezpieczeństwo nowych stadionów wypada bardzo dobrze – mówi Tomasz Fidura, dyrektor Legi Polska, firmy specjalizującej się m.in. w ogrodzeniach obiektów sportowych. – Stosowane rozwiązania – zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz stadionów, odpowiadają wysokim standardom, znanym m.in. z niemieckiej Bundesligi – dodaje.
Przyjęte przed Euro 2012 regulacje prawne mające zapewnić bezpieczeństwo kibicom, także nie odstają specjalnie od rozwiązań znanych w Europie. Barierą – obok aktywnych nadal grup chuliganów – pozostaje przekonanie o niskim poziomie bezpieczeństwa. Jest nią także niezadawalający poziom sportowy rozgrywek. Trudno zachęcić do kibicowania, kiedy piłkarskie europejskie puchary nadal stanowią dla naszych drużyn zbyt wysokie progi.
Wyniki finansowe stadionów to ból głowy zarządzających nimi miejskich spółek. Z poziomu sportowego rozliczani mogą być tylko piłkarze, trenerzy i właściciele klubów. W obszarze bezpieczeństwa wiele do powiedzenia mogą mieć jednak także inżynierowie, policjanci, czy dziennikarze.
– Bardzo ważne jest, aby wznosząc nowe stadiony korzystać z najlepszych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa – podkreśla Tomasz Fidura. – System kierowania ruchem kibiców, stabilne bariery separujące sektory, czy zabezpieczające przed wtargnięciem na boisko to może mało widowiskowa część inwestycji stadionowej, ale decydująca w znacznym stopniu o poziomie bezpieczeństwa – dodaje.
Niebagatelna rola przypada policji i służbom porządkowym. – Pożyteczną barierę mogłyby wznieść także media. Wystarczy, by nie przynosić sławy wątpliwym bohaterom pomeczowych zamieszek. Nie zasługują na nią. Opinia o bezpieczeństwie na polskich stadionach jest zbyt ważna dla przyszłości piłki i infrastruktury sportowej, by kształtować ją pod wpływem dżentelmenów, dla których główną atrakcją jest zapalenie racy i bójka – twierdzi Fidura.
Anna Trojanowska, portalsamorzadowy.pl



