Sumatra ( Indonezja)
Sumatrę, jedną z większych wysp Archipelagu Malajskiego, dzieli zaledwie krótka podróż promem od leżącej po sąsiedzku Penang. To niezwykle piękne miejsce jest domem dla naprawdę sympatycznych mieszkańców. Wrodzona gościnność oraz fascynacja osobami spoza wyspy sprawiają, iż miejscowi zawsze znajdą czas, aby przerwać swoje obowiązki, przywitać się oraz zapoznać z przyjezdnymi. Niejeden zboczy nawet ze swej drogi, aby udzielić pomocy, a nawet przygotować kubek herbaty bez jakiejkolwiek zachęty ze strony turysty. Czasami równie gorąco zapraszano mnie, bym zwiedził miejscową szkołę. Sumatra to zakątek świata, gdzie wędrowców wita niewymuszony, przyjazny uśmiech jej mieszkańców.
Dublin (Irlandia)
Nie istnieje bardziej przyjazne człowiekowi miejsce niż Dublin – zwłaszcza, gdy ma on ochotę „wpaść na jednego”. Legendarna cecha Irlandczyków to chwila na tzw. „craic”, czyli beztroski czas zabawy w doborowej kompanii zarówno w czasach hossy, jak i szalejącego kryzysu. Zaskoczy was ilość autentycznie uprzejmych ludzi, którzy podczas waszego pobytu w pubie podniosą się od swojego stolika i podejdą, aby porozmawiać przy wspólnym drinku. Dla jeszcze bardziej naturalnych doświadczeń oraz interakcji warto porzucić znane turystyczne rejony i zainteresować się południowym obszarem rzeki Liffey.
Sciacca (Włochy)
Jest wiele powodów, aby pokochać Sycylię: wyborne jedzenie, kojąca pogoda i bez wątpienia jej mieszkańcy. Sciacca to miasteczko położone na południowym zachodzie wyspy. Tutejsi ludzie szczycą się rzadką cechą; życzliwością równie bezgraniczną, co bezmiar otaczającego ich ziemię morza. Nieśpieszne tempo życia współgra z nieco minioną atmosferą panującą na wyspie. Niewielu turystów dociera w te rejony, co pomaga zachować niesamowity klimat tego miejsca. Z kolei tych „zbłąkanych” wszędzie witają uprzejmi i przyjaźnie nastawieni stali rezydenci Sciacci. Włochy to jeden krajów, do których żywię szczególną słabość, jednak naprawdę warto udać się w mniej popularne turystycznie regiony, aby spotkać się z najbardziej gościnnymi włoskimi gospodarzami.
Glasgow (Szkocja)
Osobiście uważam, że wśród najbardziej przyjaźnie nastawionych wobec podróżujących nie może zabraknąć glasgowczyków. Tak, z pewnością przekonacie się, że Glasgow niejedną ma twarz, jednak nieważne, czy natkniecie się na pijaka, biznesmena czy nastolatka, wszyscy oni będą charakteryzować się pozytywnym, przyjacielskim nastawieniem i chętnie podzielą się z wami zarówno uśmiechem, jak i swoją historią. Jeżeli szukacie miejsca do imprezowania, również trafiliście pod dobry adres. Zdaje się, że mocno stąpający po ziemi mieszkańcy Glasgow osiągnęli mistrzostwo w poszukiwaniu równowagi pomiędzy pełnym wyzwań życiem zawodowym a fantastycznym życiem towarzyskim. Bądźcie pewni, iż miejscowym nie przyjdzie do głowy, by się gniewać, gdy zapytacie ich o drogę – będą dumni ze swojego miasta i zapragną, abyście w równym stopniu podzielali to samo uczucie.
Paryż (Francja)
OK, to raczej kontrowersyjny wybór, ale nie zgodzę się z niesprawiedliwymi i nietaktownymi stereotypami, z którymi utożsamia się paryżan. Miasto zwiedzałem kilka razy, więc poniższe wrażenia nie mogą być wyjątkiem potwierdzającym regułę. Za każdym razem spotykałem przyjaźnie nastawionych, miłych i pomocnych ludzi, którzy szli nawet we wcześniej niezamierzonym kierunku, aby pokazać mi właściwą drogę. Jeden z przechodniów sprawdzał nawet adres na swoim iPhonie – to z pewnością nie mogłoby się wydarzyć w Londynie i wielu innych miejscach.
Doha (Katar)
Tej miejscowości nie zobaczycie na każdej turystycznej liście pt. „ Musisz zobaczyć!”, jednak dla mnie jest naprawdę wyjątkowa. To właśnie tutaj w 2001r. rozpocząłem pracę w zawodzie nauczyciela i , jak mi powiedziano, miałem raczej przebywać z dala od miejscowych wyspiarzy. Stało się jednak inaczej. Szczęście dopisało mi na tyle, aby otrzymywać zaproszenia do prywatnych domów i móc zaprzyjaźnić się z ich mieszkańcami. Od otwartych placów targowych (tzw. souks) po restauracje, kawiarnie i pięciogwiazdkowe hotele wszędzie spotykałem niesamowicie przyjaznych ludzi. Kiedyś wszedłem do kawiarni i poprosiłem o filiżankę kawy. Tak się złożyło, że dosłownie przed chwilą zapasy kawy się skończyły, ale właściciel, widząc rozczarowanie na mojej twarzy po usłyszeniu tej wiadomości, wyszedł z lokalu i kupił ją w pobliskim sklepie.
Choć napływ pieniędzy sprawił, iż miasto dynamicznie się rozwija w ciągu ostatnich lat, słyszałem, że nadal pozostało tak przyjaznym miejscem jak za czasów mojej wizyty.
Kapsztad (RPA)
To kolejne z miast cieszących się nie najlepszą reputacją. Wysoki wskaźnik przestępczości odstrasza podróżujących. Mimo to wciąż rezerwuję dla niego miejsce na mojej wyjątkowej liście. Dodam, że sam obawiałem się wizyty w Kapsztadzie, zwłaszcza że podróżowałem w pojedynkę. Jednak gdy tylko dotarłem do mojego hostelu, okazało się, iż to naprawdę świetne miejsce na bazę noclegową. Nie obyło się jednak bez przygód. Którejś nocy wyszedłem z hostelu, aby zjeść serwowanego nieopodal steka (w RPA przyrządza się je najlepiej!). Kończyłem właśnie pogawędkę z miejscowymi i już miałem wracać do pokoju … Nagle, zanim zdążyłem zorientować się, co tak naprawdę się dzieje, byliśmy już na linii strzałów padających pomiędzy barem a lokalem, gdzie grano w bilard. Po tej nocy za każdym razem, gdy przechodziłem obok baru, ludzie wybiegali z niego, żeby zaprosić mnie na drinka. Takie doświadczenia sprawiają, że podróże warte są ponoszenia wszelkich trudów.
Broome (Australia)
Zanim wybrałem się do Broome byłem wielokrotnie przestrzegany przez znajomych Australijczyków, bym nie tracił z nimi kontaktu, kiedy już wyjadę w te rejony. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, ile mieli racji.
Małe, lecz piękne miasteczko na wybrzeżu zachodniej Australii to jedno z tych miejsc, gdzie łatwo można „przepaść na dłużej” i przeciągnąć swój pobyt niemal w nieskończoność. Moje pierwotne 3 dni gładko zamieniły się w tydzień, a wizyta (odrębna) siostry z kilku dni przerodziła się w trzymiesięczny pobyt. Jestem przekonany, że wiele można zrobić z życzliwością tego zakątka. Z pewnością zgodzicie się też, iż większość Australijczyków posiada niezmiernie gładkie maniery, ale Broome podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej. W mieście prawie każdy zatrzyma się, by powiedzieć „Cześć”, można też spacerować ulicami na bosaka i nikt nie mrugnie nawet powieką …
Oprac. Ewelina Grudzińska, na podstawie tekstu Scotta Balaama



