Na rynku nieruchomości wakacyjnych – w przeciwieństwie do rynku mieszkaniowego – nie ma kryzysu. Te inwestycje sprzedają się jeszcze na etapie budowy. I coraz częściej sięgają po nie mniej zamożni klienci. Rok do roku branża notuje stabilne wzrosty.
Osoby decydujące się na zakup apartamentu lub domu w miejscowości turystycznej często robią to dla własnej wygody lub prestiżu, jednak w ostatnich latach rośnie grupa nabywców, którzy w ten sposób lokują swoje oszczędności. Jak podkreślają przedstawiciele branży, inwestycje w nieruchomości wakacyjne stają się alternatywą dla inwestycji na rynku kapitałowym.
– Właściciel apartamentu zarabia na jego najmie od 6 do 9 procent rocznie – przekonuje Marlena Kosiura z portalu inwestycjewkurortach.pl. – Sami deweloperzy przyznają, że gros klientów, którzy do nich trafiają, to osoby, które przenoszą swoje aktywa, wycofują z lokat bankowych czy nawet z giełdy, która bywa mniej stabilna i kupują taki apartament, który może przynieść im zyski – zaznacza.
Kryzys w branży deweloperskiej omija polskie kurorty.
Nieruchomości z tańszego segmentu cieszą się dużym zainteresowaniem wśród kupujących. Deweloperzy szybko dostosowali swoją ofertę odpowiadając na potrzeby rynku. W ich ofercie najwięcej apartamentów stanowią lokale o najbardziej poszukiwanych metrażach.
2 miliony za apartament z widokiem na morze
Wśród kupujących jest wielu chętnych na najdroższe nieruchomości. Jednak tu kupujący mają dość wygórowane wymagania wobec inwestorów.
– To są rezydencje z segmentu second home, czyli totalne TOP-y, które są położone przy samej plaży, najczęściej na ostatnim piętrze – mówi Marlena Kosiura.
Zakup wymarzonego apartamentu z widokiem na morze oznacza często wydatek 1-2 mln złotych. Ale i tu inwestorzy nie mogą narzekać.
Duże zainteresowanie apartamentami w nadmorskich kurortach sprawiło, że to właśnie w tych miejscowościach rynek rozwija się najaktywniej. I nie dotyczy to tylko dużych kurortów jak Sopot, Kołobrzeg czy Międzyzdroje, ale też mniejszych miejscowości jak Niechorze, Pogorzelica czy Grzybowo.
Zdaniem ekspertki, mniej intensywnie widać tę aktywność i deweloperów i kupujących w górach, chociaż tych inwestycji jest dużo. – Najmniej rozwiniętym rynkiem są w tej chwili okolice jezior, ale tam też się powoli zaczyna budować – dodaje Kosiura.
Nowa specjalizacja: deweloperzy od kurortów
Duże zainteresowanie wakacyjnymi apartamentami dostrzegli deweloperzy, wiele firm zaczęło się specjalizować w tym segmencie. Deweloperzy nie tylko sprzedają apartamenty w swoich inwestycjach, ale wiele firm wyspecjalizowało się w ich najmie i dba o odpowiednie obłożenie turystyczne tego apartamentu.
Zdaniem Marleny Kosiury rynek apartamentów, chociaż rośnie w dosyć wolnym tempie, ale od kilku lat jest to stabilny wzrost i widać to zarówno po ilości sprzedawanych apartamentów, mimo spowolnienia gospodarczego, oraz po aktywności deweloperów.
– Często firmy, które rozpoczynały realizacje takich inwestycji w latach 2008-2010, zawieszały je mając kupione grunty, a teraz je odmrażają i znów zaczynają budować – zapewnia.
Polska wygrywa z Hiszpanią
W ofercie nadmorskich apartamentów polskie kurorty wygrywają z zagranicznymi i to zwłaszcza na fali kryzysu i spadku cen nieruchomości np. w słonecznej Hiszpanii. Mniejszym zainteresowaniem cieszą się też nieco tańsze apartamenty na wybrzeżu w Bułgarii. I to pomimo lepszej pogody na południu Europy.
– Mam jednak wrażenie, że mówi się o tym sporo, natomiast zainteresowanie jest dosyć małe, z dwóch powodów. Po pierwsze, dużo łatwiej jest nam dojechać do kurortu w Polsce 200-300 km niż do Hiszpanii czy Bułgarii. Druga rzecz to problemy prawne. Ludzie obawiają się zakupu nieruchomości w innym państwie, gdzie są inne regulacje finansowe i prawne – wyjaśnia Marlena Kosiura.
newseria.pl



