Licheń na weekend (a jeszcze lepiej poza weekendem)

Od zachwytów po  skrajnie negatywne odczucia estetyczne! To miejsce ważne dla katolików, ale także dla peregrynujących do miejsc kultowych, musi razu pewnego znaleźć się na mapie naszej wędrówki. Choćby po to, by oswoić swoje emocje, konfrontując wyobrażenia o Licheniu z „substancją materialną”, wpisaną w licheński pejzaż.

Dojeżdżając do Lichenia, którejkolwiek nie wybrałoby się drogi, zdumiewa wyłaniający się znienacka – pośród pól uprawnych i rozsianych tu i tam jednorodzinnych domków – monument z kopułą i wieżami. To oczywiście bazylika licheńska, o której papież Jan Paweł II, podczas swojej licheńskiej wizyty w 1999 roku, nie umiał powiedzieć jednoznacznie, nazywając ją „dziwną” świątynią (ale jednocześnie, nim zdecydował o swojej wizycie na placu wtedy jeszcze bazyliki  w budowie – „Chciałbym to zobaczyć!”)

fot. Mariusz Woźny

 

Licheń na pewno przyjmie przyjezdnych na nocleg. Poza rozległą ofertą noclegową oo. marianów, zawiadujących sanktuarium, są też miejsca w hotelu nieopodal, w pensjonatach, w gospodarstwach agroturystycznych. Konkurencja między oferującymi nocleg z wyżywieniem lub bez, z dojściem do jeziora lub pozbawionych jeziornych widoków – ogromna! i rzeczywiście jest w czym wybierać.

Żeby obejść wszystkie „atrakcje” zlokalizowane wokół bazyliki i pierwotnie ważnego dla tego miejsca kościoła pw. św. Doroty, Grąblin – wioski na szlaku, słynącej z cudu objawienia się Matki Boskiej, żeby zanurzyć się w obrządek liturgii i np. drogi krzyżowej, zajrzeć do bogatej w wartościowy księgozbiór księgarni, do muzeum im. ks. Józefa Jarzębowskiego (gdzie od 3 maja króluje rewelacyjna wystawa poświęcona 150.rocznicy powstania styczniowego), wejść na wieżę dla podziwiania okolicy – trzeba zarezerwować przynajmniej cały dzień. Ale, z dobrą kawą i smacznym posiłkiem, o które tu nietrudno, ze spacerem wzdłuż linii jeziora, będzie to „osobliwie” kontemplacyjny czas. „Osobliwie”, ponieważ czasami trzeba się rozpychać wśród weekendowego tłumu. Warto jednak dotrwać wieczornej ciszy, kiedy dzień zmierzcha, ruch ustaje a  dzwony z ogromnej dzwonnicy wzywają na „Anioł Pański”.

Jeśli formułę wyjazdu możemy ustalić sami (nie zaś biuro pielgrzymkowe), warto wraz z kolejnym porankiem poszukać pobliskiej antytezy Lichenia. Oto w odległości ok 20 km znajduje się puszcza bieniszewska a w niej klasztor i kościół kamedułów. O ile Licheń wpisany jest w kulturę gwarnego karnawału, Bieniszew oferuje absolutną ascezę. Przybywając tu w niedzielę, możemy mieć szansę odwiedzenia barokowego kościółka (pozbawionego jednak nadmiernej barokowej ornamentyki) i zobaczyć posługujących do ołtarza braci kamedułów. O godz. 7 rano odbywa się tu msza św. „cicha” (bez śpiewu, tyłem do zgromadzonych), o 10.30 – suma. W ciągu tygodnia obiekt udostępniany jest do zwiedzania, zgodnie z zasadami klauzury, wyłącznie mężczyznom. Żeby dowiedzieć się więcej o życiu eremitów, trzeba wybrać datę bieniszewskiego odpustu (8 września – w tym roku przypada właśnie w niedzielę); wtedy zakonnicy pozwalają na to, by zajrzeć do ich cel i komunikują się ze światem zewnętrznym. Tyle tylko, że po rocznym milczeniu (reguła milczenia)nie bardzo wiedzą, o czym mogliby mówić…

Wracając do licheńskiej bazy, poczujemy cywilizacyjny rozmach. I konsumpcjonizm, bez którego możemy się obejść, ale tak naprawdę tylko na chwilę. Jeśli będzie to powrót do miejsca, które ma mieć w pamięci konotacje głęboko religijne, to może lepiej nie w sobotę i nie w niedzielę. Wówczas, trzeba to wiedzieć, rozgrywa się tu spektakl na zamówienie kultury masowej. Choć to przecież także może wabić.

Ewa Matyba

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *