Hiszpańscy hotelarze nie mogą narzekać na brak pracy. Liczba zagranicznych gości jest większa niż kiedykolwiek. Rozwija się także turystyka wewnętrzna.
– Na tę chwilę nasze przedsezonowe założenia się spełniły. Wszystkie hotele są pełne. Wydaje się, że to będzie najlepszy rok od początku kryzysu ekonomicznego – mówi Ramon Estalella, sekretarz generalny Hiszpańskiej Konfederacji Hotelarskiej. Wyjątkową popularnością cieszą się Baleary oraz Wyspy Kanaryjskie. W okresie od lipca do sierpnia 2012 roku na wyspach przebywało 15.5 miliona turystów. Eksperci przewidują znaczną poprawę tego wyniku w tym roku. Oczekuje się 59 milionów podróżników.
Hotelarze przyznają, że napięta sytuacja w Egipcie (a wcześniej także w Turcji) bezpośrednio przyczyniła się do wzrostu zainteresowania kierunkiem hiszpańskim. Od maja zaobserwowano znaczny wzrost liczby turystów w porównaniu do ubiegłego roku. Szacuje się, że fala protestów w wymienionych krajach przekonała ponad siedemset tysięcy podróżników do zmiany planów i spędzenia urlopu w kraju Cervantesa.
Hiszpańscy przedsiębiorcy potrafią też samodzielnie pozyskiwać klientów. Tutejsze biura podróży chwalą się elastycznością, która pozwala na zachowanie stałych cen pakietów wakacyjnych. Taka polityka przynosi oczekiwane rezultaty, ponieważ Hiszpania coraz częściej postrzegana jest jako kierunek niedrogi. Zachęca to nie tylko Brytyjczyków czy Francuzów, ale także samych Hiszpanów, którzy ochoczo przyłączyli się do napędzania rodzimej gospodarki. Trzeba pamiętać, że kraj Półwyspu to nie tylko piękne plaże i ciepłe morze, ale także malownicze górskie zakątki, które przyciągają urlopowiczów szukających spokoju. Coraz częściej głośne kluby Barcelony czy Majorki przegrywają z kameralnymi ośrodkami otoczonymi przyrodą.
Okazuje się jednak, że sektor turystyczny ma inny problem. Pomimo zwiększonego popytu, w ostatnich tygodniach pracę straciło prawie 2 procent ludzi zatrudnionych w branży. Wygląda na to, że nawet zwiększone dochody nie zmienią tej sytuacji. Hotelarze i touroperatorzy przekonali się, że tę samą pracę mogą wykonywać mniejszym nakładem środków, a zatem ponowne zatrudnienia będą ostatnią rzeczą, na jaką zdecyduje się przedsiębiorca.
Aleksandra Ostrowska



