Turyści mają najrozmaitsze oczekiwania i upodobania. Nic w tym stwierdzeniu odkrywczego. Odkrywcą będzie ten, kto na rynku usług przewodnickich, tak bardzo wszechstronnych i mocno już zawłaszczonych, znajdzie jeszcze niszę, którą uda mu się wypełnić. Jak choćby ci, którzy zeszli z utartych szlaków po Warszawie, by zaproponować własne warianty oglądania stolicy.
Na tradycyjne zwiedzanie wciąż uda się namówić grupę emerycką, grupę pracowników branżowych, dzieciaki i młodzież, którzy to w powyższej sprawie w ogóle nie mają prawa głosu. To spory target do zagospodarowania i… skasowania.
Ale coraz więcej jest turystów, zarówno zagranicznych, jak i rodaków, którzy chcą usłyszeć osobliwą opowieść o Warszawie i zobaczyć to wszystko, co warto i wypada, lecz niekoniecznie w wersji uprawianej od dziesięcioleci. Ot, ma to być stolica „ z niespodzianką” w roli głównej.
.jpg)
Najlepiej sprawdzają się wycieczki po Warszawie w grupach kilkuosobowych. Łatwiej wówczas o transport samochodem (może to być auto osobowe lub busik; taką propozycją jest np. nyska Peggy, parkująca przy pl. Grzybowskim lub jelcze „ogórki”), mogą być też rowery. Niektórzy turyści upierają się przy zwiedzaniu na pieszo. I w zależności od upodobań usługobiorcy – trzeba zaproponować coś, co w przyjętym trybie pozwoli oddać „ducha miejsca”.
Bo łatwo z Warszawy, bez interesującego komentarza i właściwej selekcji, zrobić miejsce – dziwo! Ale żeby ono tylko dziwiło, to pół biedy! Gorzej, gdy poraża brzydotą! Jeśli cały eklektyczny wizerunek nowoczesności- ruiny-rekonstrukcji-socrealizmu nie doczeka się interesująco zaprezentowanej historii, turysta może być Warszawą przerażony.
Powstają więc małe firmy przewodnickie, zatrudniające ludzi z pasją i z pomysłem. Sporo pisze się i mówi na portalach turystycznych o Warsaw Behind The Scenes, o Eastern Station Warsaw, o Adventure Warsaw. Wśród ich ofert, będących sumą propozycji własnych i klientów, są wycieczki pod nazwą Warszawska Przygoda (pokazująca Warszawę przedwojenną, komunistyczną, getto, Pragę), są trasy znaczone anegdotą, coś dla miłośników warszawskich bazarów, warszawskich pałacyków i to, co współcześnie robi furorę – Foot & Wodka Tour. Dla cudzoziemców oryginalną odmianą może być smakowanie kuchni polskiej nie w restauracji, która – według karty – serwuje swojskie jadło, ale warsztaty w wynajętej kuchni, gdzie przez kilka godzin można, ucząc się przyrządzania np. schabów, bigosu czy rosołu, gawędzić o Warszawie i kraju.
Ale i to się pewnie „przeje”. Trzeba więc będzie szukać nowych niezagospodarowanych dróg dotarcia do wymagających turystów. Wciąż brakuje w Warszawie „głównej osnowy” – czegoś tak charakterystycznego, wokół czego rozrastać by się miał stołeczny image. Inne stolice świata już to znalazły. A my trochę Chopina w Warszawie, trochę powstania, trochę Pałacu Kultury i Nauki… A może nie ma sensu szukanie spoidła? Może w tym warszawskim „rozmemłaniu” uroda i niekończące się inspiracje?
Ewa Matyba



