Podobno jeszcze są tacy! Z przyczyn sobie wiadomych lub z woli pracodawcy nie zdążyli wykorzystać limitu urlopowego za ubiegły rok. Najwyższy czas, by odkładany wypoczynek wdrożyć w życie. Już nawet nie przez wzgląd na dobro własne, ale z uwagi na konsekwencje, jakie ponosi się z tytułu niewypełnienia obowiązku urlopowego.
Powody zwłoki z urlopem są bardzo różne.
Bywa, że pracownik z własnej woli odstępuje od urlopu. „Kolekcjonowanie” wolnych dni od pracy, by kiedyś z nich skorzystać, staje się niekiedy obsesyjne. Czasami po prostu brak pomysłu lub brak pieniędzy odsuwają termin urlopu.

Są jednak sytuacje, gdy to pracodawca nie wywiązał się z obowiązku udzielenia urlopu pracownikowi. Oto pilne obowiązki, projekty, kontrole, prace inwestycyjne itp. wciąż stały na przeszkodzie, by pracownik mógł pójść na ustawowo należny urlop. Bo wniosek pracownika o urlop nie jest wiążący dla pracodawcy; gdy jest przeświadczony, że pracownik w danym czasie jest niezbędny na stanowisku pracy, wcale nie musi udzielić swojej zgody.
Niemniej teraz przyszedł już ostatni moment, by wysłać pracownika na zaległy urlop. Według art. 282 §1 pkt 2 Kodeksu Pracy, zaległy urlop z poprzedniego roku trzeba wykorzystać do 30 września następnego roku kalendarzowego, bo w przeciwnym razie pracodawca naraża się na odpowiedzialność z tytułu wykroczenia przeciwko prawom pracownika. Proponowana przez Kodeks Pracy formuła ekwiwalentu finansowego za niewykorzystany urlop rzadko kiedy ma zastosowanie, a już na pewno nie w sektorze budżetowym.
Toteż najwyższa pora na tych, którzy pozostali z „urlopowym brzemieniem”. A gdyby pracownik dalej się ociągał i chciał odmówić pójścia na zaległy urlop, wówczas pracodawca ma prawo (a wręcz obowiązek!) do niedopuszczenia takiego pracownika do wykonywania czynności służbowych po 30 września. Bo, przypomnijmy, jest to ten nieprzekraczalny termin odbycia urlopu z roku poprzedniego.
E.M.



