Narzekają ci, którym tej nocy, tj. z 26 na 27 października, zmiana czasu niczego nie komplikuje. Wystarczy „zamach” na półroczną rutynę. Gorzej rzeczywiście mają te osoby, którym przyjdzie przemieszczać się wówczas, bo wprawdzie kolej zapewnia, że czas wdrożenia „nowych” rozkładów jazdy to kwestia zatrzymania się o godz. 3.00 w nocy na najbliższej stacji na jedną godzinę, ale funkcja naczyń połączonych z innymi środkami lokomocji często bierze w łeb.
Skąd się wziął pomysł na dwukrotne w ciągu roku zmienianie czasu?
Według zapisków w Planetarium i Obserwatorium Astronomicznym w Łodzi im. Arego Sternfelda, pionierami wdrożenia zmian czasu byli Niemcy. Inicjatywa narodziła się w 1916 r.
W Polsce zaczęliśmy stosować czas letni i zimowy w okresie międzywojennym. Potem wyglądało to tak: zmiany czasu w latach 1946 – 49, 1957 – 64 i nieprzerwanie od 1977 r.

Na całym świecie 70 krajów, mając na względzie efektowniejsze wykorzystanie światła dziennego i oszczędność energii, przestawia zegarki w ostatnią niedzielę marca i października.
Prawie cała Europa, z wyjątkiem Islandii, Białorusi, Rosji i Naddnieprza, w najbliższy weekend pożegna się z czasem letnim. Unia Europejska nakazuje to dyrektywą ze stycznia 2001 r. W Polsce zmianę czasu reguluje rozporządzenie prezesa Rady Ministrów z 5.01.2012 r. w sprawie wprowadzania i odwoływania czasu letniego środkowoeuropejskiego w latach 2012 – 2016.
Kompatybilnie z naszym systemem czasu funkcjonuje czas w USA, Kanadzie i Meksyku. Co do Ameryki Południowej – tu zegarki na czas zimowy przestawią mieszkańcy Brazylii, Chile, Paragwaju i Urugwaju. Z krajów afrykańskich tylko Maroko i Namibia zmieniają godzinę, a z azjatyckich – Izrael, Syria i Iran.
E.M.



