Podczas kampanii wyborczej w Niemczech sporo mówiło się o autostradach: a to, że trzeba wprowadzić myto, to znowu postulowano wprowadzenie limitu prędkości. Teraz, gdy przyszła koalicja rządowa dogaduje się także i w sprawie opłat za korzystanie z autostrady, enigmatyczne zapowiedzi zaczynają się klarować – będziemy płacić za dotąd bezpłatne niemieckie autostrady!
I to jest sedno tego, co miałoby tyczyć zmian związanych z ruchem na autostradach w Niemczech. Bo prawdopodobnie pozostanie status quo autostrad nie mających ograniczeń prędkości. 60% prawie trzynastotysięcznokilometrowej infrastruktury autostradowej w Niemczech dozwala poruszać się autom dowolną prędkością. I z tego powodu Niemcy są wyjątkiem. Do tego zresztą stopnia, że np. chińskie biura podróży organizują dla amatorów szybkiej jazdy specjalne wycieczki do Niemiec, by mogli pośmigać sobie po autostradach na wypożyczonych mercedesach lub bmw.
Ale nie będzie to bezpłatne szaleństwo. Nie ma wprawdzie jeszcze daty, kiedy opłaty za autostrady zostaną wprowadzone, niemniej trzeba liczyć się z nową koncepcją użytkowania autostrad.
Podobnie jak w Austrii, nowy system ma wprowadzić winiety. Obywatele Niemiec otrzymają je automatycznie, kierowcy zagraniczni będą musieli taką wykupić. Jedyną dotąd formą płatności był przejazd z tonażem powyżej 12 ton. Według projektu – już ciężarówki powyżej 7,5 ton będą podlegały obowiązkowi płatności. I tu już narodowość nie ma nic do rzeczy.
Kierowcy są poirytowani. Przede wszystkim dlatego, że nawierzchnia niemieckich autostrad nie jest bez zarzutu, przeciwnie, zjawisko „Blow-Up” (pęknięć nawierzchni) występuje nagminnie, zwłaszcza na wysłużonych betonowych autostradach. W tych okolicznościach wprowadzenie opłat budzi kontrowersje.
Jednakowoż dzięki tym zmianom, jak należy przypuszczać, rząd niemiecki pozyska pieniądze właśnie na odświeżenie infrastruktury drogowej. Wstępne szacunki mówią o 7 miliardach euro pozyskanych z tytułu wprowadzenia winiet na przejazdy niemieckimi autostradami.
E.M.



