To tutaj, w norweskim Tromso, wyznaczającym pół drogi między Oslo a biegunem północnym, zaczęło się, trwające dwa miesiące, jedno z najpiękniejszych i najbardziej niezwykłych zjawisk atmosferycznych – polarna noc, przepasana wstęgą zorzy polarnej. Może więc, zamiast aktualnie szukać atrakcji w odległych egzotycznych krajach, warto wybrać się na spotkanie barw nocy? Tym bardziej, że w Tromso jest nadspodziewanie ciepło.
To największe za kołem podbiegunowym miasto Norwegii rzeczywiście ma wyjątkowo łaskawy klimat. Morze nigdy tutaj nie zamarza. To skutek przepływającego tu Golfsztormowi. I gdy w środku lądu norweskie temperatury pokazują nawet -40°C, w Tromso odnotowuje się zaledwie kilka stopni poniżej zera. Zdarza się też, że w środku zimy mieszkańcy, zamiast zmagać się z opadami śniegu, noszą parasole chroniące od deszczu.

Ale nie zimowe temperatury są główną przyczyną wzmożonego od 21 listopada do 21 stycznia ruchu turystycznego w tym miasteczku położonym na wyspie. Jest nią niewątpliwie zorza polarna, osobliwie piękne zjawisko, mieniące się odcieniami kolorów. Nie wiadomo jednak, kiedy się pojawi i na jak długo, czy będzie łuną nad miastem, czy przybierze postać poziomych i pionowych łuków, pasm, koron, promieni, świetlnych punktów.
Kolor światła bijący od zorzy zależny jest od rodzaju gazu, który przeważa w danej chwili w górnych warstwach atmosfery. Może przeważać purpura, kolor żółty, czerwony, zielony lub niebiesko – fioletowy. Zorza też, jak mówią mieszkańcy Tromso, tańczy, faluje, układa się w różne wzory, pobudzając tym wyobraźnię tubylców i turystów.
Mieszkańcy Tromso uwielbiają tą swoją atmosferyczną oryginalność. Gdy świetlne zjawisko jest bardzo wyraźne, wychodzą z domów i idą na wzniesienia, z których można dokładnie je obserwować. Piją wtedy ciemne i słodkie piwo, które podobno nie pozwala na żadne depresje 2-miesiecznej nocy polarnej, przeciwnie, rozradowuje ich i upewnia w dobrych nastrojach.
W samym miasteczku, oprócz świetlnych efektów zorzy polarnej, mnóstwo światła. W każdym oknie stoi zapalona lampka, przed wejściem do restauracji i hoteli płoną znicze, tu i tam kozy, lampiony, świece. To dawny zwyczaj – zapalony ogień miał pomóc zabłąkanemu wędrowcy trafić pod właściwy adres.
Będąc w Tromso, trzeba koniecznie skosztować sztokfisza lub terskemolje – tradycyjnych potraw z dorsza. Bo obok doskonałego browaru, właśnie dieta z dużą ilością świetnie przyprawionych ryb, zapobiega tu zimowej depresji.
E.M.



