Ekonomia współdzielenia nie najlepiej nam się kojarzy. Pachnie trochę minioną epoką i pismami przebrzmiałych ideologów. Przypomina czasy FWP i współdzielony z innymi rodzinami wypoczynek w pokojach wieloosobowych.
Jednakże dla wielu to również czas wspólnych beztroskich podróży autostopem, odkrywanie kraju i swobodnych wakacji. Nasza infrastruktura mieszkaniowa jest w słabej kondycji, dlatego wynajmowane mieszkania są drogie i właściciele powszechnie obawiają się o ich stan po takim krótkim, turystycznym wynajmie (Airbnb, Wimdu, 9flats). Ze środków transportu w tej nowej formule (Uber, Blablacar) korzystają głownie rodacy. Fiskalne zakusy również ograniczają chęci rozwoju turystyki w ten ekonomiczny sposób. Częściej Polacy jako turyści korzystają z takich usług za granicą.
Portal Busbud.com przeanalizował dla Airbnb różnice w cenach pomiędzy bazą hotelową w wybranych miastach, a ofertami noclegów prywatnych Airbnb. Okazuje się, że różnice w cenach są często znaczące, a najbardziej w przypadku: Londynu, Paryża, Wiednia, Wenecji, Nowego Jorku i Madrytu. Można je przeanalizować na załączonej grafice.

Pomimo tego, że na razie nie grozi branży hotelowej w Polsce tego rodzaju konkurencja, na rynek wkracza pokolenie millenialsów. To ponad 11 milionów konsumentów, którzy mają też inne nawyki podróżowania i ponad połowa z nich korzysta ze smartfonów.
Podczas zbliżających się targów turystycznych ITB w Berlinie odbędzie się dyskusja na temat poważnej konkurencji między tradycyjnym hotelarstwem i rosnącym sektorem ekonomii współdzielenia pt. „Sukces kanapowej turystyki. Czy teraz wszyscy mogą zostać hotelarzami?”
Leszek Nowak





2 Responses
ja lubię korzystać z serwisów rezerwacyjnych, mogę porównać sobie ceny a nawet je negocjować, najczęściej zdarza mi się korzystać z aplikacji Bookapart’u
haha mieszkańcy Barcelony jacy przedsiębiorczy 😉