
Stwierdzenie to nie dotyczy np. norweskich nauczycieli, którzy wolą w Polsce organizować swoje konferencje pedagogiczne. Popyt wewnętrzny napędza turystykę m.in. w Niemczech, Francji, Hiszpanii i Czechach. Ceny produktów spożywczych mamy prawie takie jak u sąsiadów, usługi wciąż jeszcze tańsze, tylko często problemem jest ich dostępność… a turysta nie chce przyjeżdżać drugi raz, by z nich skorzystać. Musimy też przyzwyczajać, by nie wypoczywać… w centrach handlowych. Taki „wypoczynek” jest często dużo droższy, ale jakże łatwiejszy dla wielu osób.
Czy według słów decydentów… potrzebujemy więcej promocji Polski w Polsce? Pewnie tak, ale też promocji cenowej, a nie tylko promocji mamiących „folderków”, z których wynika, że mamy wszystko najpiękniejsze. Nie znaczy to, że ma być wszystko dla wszystkich tańsze, ale dlaczego szukamy i korzystamy z tanich lotów, odbywających się w środku nocy? Pomysł za pół-ceny, happy hours i inna sprzedaż wiązana, albo profesjonalniej – pakietowa, podobnie jak portali typu Grupon, powoduje, że rośnie liczba osób, które wybiorą wypoczynek… nie w centrum handlowym. Czy samorządy, rot-y i lot-y potrafią organizować działania zwiększające krajową gospodarkę turystyczną, bo instytucji zarządzających destynacjami turystycznymi prawie nie mamy? Dlatego kibicujemy takim lokalnym pomysłom jak choćby: ladekwpromocji.pl
tekst i foto: Leszek Nowak, Agnieszka Nowak, www.2ba.pl



