
Duża część Polaków spędzi chociaż krótki letni wypoczynek nad polskim morzem. Szybszy dojazd coraz lepszymi drogami, choć jednocześnie nierzadko też większe korki, nie zniechęcą olbrzymiej grupy, która wypoczynku nauczyła się też np. w zakładowych ośrodkach. Czym się kierują? Przyzwyczajeniem, bo tu znam już każdą smażalnię? Obecnością dobrze zaopatrzonych „tanich” sklepów? Należy zadać pytanie, jaki wpływ na decyzje turystów ma promocja tych nadmorskich miejscowości? Czym te miejsca nad morzem różnią się od siebie i jak „walczą” o niezdecydowanych turystów?
Większość samorządów gmin nadmorskich powiela w działaniach promocyjnych komunikat, że „jest nad morzem”. W przypadku małych miejscowości, których jedynym wyróżnikiem jest to, że są tylko nad morzem i gdzie „rodzi się” turystyka, jest to właściwe. Jednak to, że np. Ustka, Darłowo, Łeba, czy Międzyzdroje leżą nad morzem, jest informacją powszechnie wiadomą i należałoby raczej skoncentrować się na czymś, co różni nas od konkurencji, gdzie jesteśmy lepsi i warto właśnie tam przyjechać i powierzyć tak cenny czas wypoczynku. Jednakże obawy dotyczące pokazywania się inaczej, niż przez morską oczywistość, są często nie do przezwyciężenia. Absurdy, które powtarzają gospodarze tych miejscowości, że jeśli nie pokażemy morza, to turyści nie przyjadą, a ci, którzy nas znają, odwrócą się od nas, są w dalszym ciągu powielane. Tym bardziej, że wspomniane gminy i branża turystyczna na ich terenie nie wiedzą nawet, jak wygląda konkurencja, bo w sezonie są zajęci pracą „u siebie”. Dlatego te nadmorskie wyróżniki powstają często ad hoc, przypadkowo, pod naciskiem miejscowych autorytetów lub za sprawą prywatnych inwestorów.
Ustka od lat stara się przywrócić historyczny blask starej części kurortu, aby swoim charakterem nawiązywała do szachulcowej zabudowy przedwojennej osady rybackiej. Połączenie elementów takich, jak stara lub wyglądająca na starą zabudowa, klimatu uzdrowiska i tak pragnących przez wszystkich młodości i aktywności, wypracowały ideę promocji miasta w modowym stylu vintage. W strategii promocji zaproponowaliśmy kierunek „Ustka retroaktywna”, który, choć z oporami, został przyjęty przez władze miasta.
Czy Ustka potrafi utrzymać wybrany kierunek, tak, by stał się jej widocznym wyróżnikiem pośród innych nadmorskich miast? Plaży i pokazów mody w „starym stylu” jeszcze nie było, presja i obawy o to, że na awangardzie można stracić turystów, są tak wielkie…, że na razie Ustka woli być po prostu „na fali”.
tekst i foto: Agnieszka i Leszek Nowak, www.2ba.pl



