Zdaniem ratowników mniejsza liczba akcji miała związek z warunkami pogodowymi. W Beskidach dobre warunki narciarskie utrzymywały się jedynie na sztucznie naśnieżanych stokach lub w najwyższych rejonach. M.in. dlatego w góry przyjechało, w porównaniu z poprzednimi sezonami, niewielu narciarzy.
Ratownicy najczęściej wzywani byli do pomocy przy standardowych urazach, których doznają narciarze: skręceniach stawów i złamaniach kończyn. Szczęśliwie nie doszło do tragicznych wypadków.
Poszukiwano także turystów, którzy zabłądzili w rejonie Babiej Góry. W lutym uratowano grotołaza z Wrocławia, który samotnie wybrał się do jaskini w Trzech Kopcach w Beskidzie Śląskim. Odnaleziono go w jednym z licznych bocznych korytarzy, zaklinowanego w ciasnym zacisku, głową w dół. Nie miał szans wydostać się o własnych siłach.
Zdaniem ratowników najczęściej przyczyną wypadków są: lekkomyślność, brawura i przecenianie własnych umiejętności.
Grupa Beskidzka GOPR skupia około 400 ratowników. Zasięgiem działania obejmuje teren od Bramy Morawskiej po Babią Górę.
Źródło: wp.pl



