Blokada wydatków rządowych w USA spowodowała, że turysta od 1 października nie miał tu czego szukać. Pozamykano parki narodowe, muzea, dostęp do pomników. Natychmiast odbiło się to na lokalnym biznesie hotelarzy i restauratorów, którzy – z braku turystów – masowo zamykali (czasowo?) niedochodowy interes.
Wydaje się, że po dwóch tygodniach coś drgnęło…
Otóż władze Arizony, Południowej Dakoty, Kolorado, Utah i Nowego Jorku zdecydowały, że trzeba wesprzeć obywateli czerpiących zyski z turystów. To na razie pięć stanów, ale i inne stany zabiegają o zgodę Białego Domu w tej samej kwestii.
.jpg)
Pomoc wyraża się tym, iż przeznacza się konkretne kwoty pieniężne na otwarcie zwłaszcza parków i pomników narodowych, uchodzących za symbole USA. I tak np. Arizona wyda 651 tys. dolarów na otwarcie Wielkiego Kanionu a Nowy Jork – 369 tys. dolarów na udostępnienie Statuy Wolności. Są to jednak kwoty mizerne i wystarczą na obsłużenie turystów zaledwie do końca tego tygodnia.
Zdesperowani turyści szukają sposobów, jak obejść to niefortunne dla nich zrządzenie losu. Waszyngtońskie błonia, od Kapitolu po pomnik Waszyngtona, mimo że nie wyasygnowano tu środków finansowych, by przywrócić ruch turystyczny, wciąż pełne są turystów. Dochodzi do forsowania barierek, bo być w Waszyngtonie i nie zobaczyć pomników ofiar II wojny światowej czy wojen w Wietnamie i Korei, po prostu nie wypada.
W National Mallu, parku przylegającym do waszyngtońskich błoni, turyści zostawiają całe mnóstwo śmieci. Żeby wesprzeć niedziałające państwowe służby, Tea Party – radykalny ruch będący u boku Partii Republikańskiej, zorganizował zbiórkę tychże śmieci. To dowód na to, że wina obecnej trudnej dla ruchu turystycznego sytuacji leży jakby po stronie republikanów, ale też i na to, iż nie da się ot, tak, pozamykać ścieżek dla głodnych wrażeń turystów.
E.M.



