
W sobotę (31.10), nad półwyspem Synaj rozbił się rosyjski samolot pasażerski Airbus A321 należący do czarterowych linii Kogalymavia (Metrojet). Według Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego samolot rozpadł się na części jeszcze w powietrzu na bardzo dużej wysokości. Szczątki samolotu rozrzucone są na rozległym pustynnym obszarze.
Na pokładzie samolotu znajdowały się 224 osoby (7 członków załogi i 217 pasażerów), głównie były to osoby wracające z wakacji. Maszyna leciała z Szarm el-Szejk do Petersburga. Nikt nie przeżył katastrofy. Minister lotnictwa cywilnego Egiptu Mohammed Hosam Kamal abu el-Cheir powiedział, że załoga samolotu nie wysyłała przed katastrofą żadnego sygnału SOS.
Po katastrofie grupa Państwa Islamskiego w Egipcie ogłosiła na Twitterze, że to ona zestrzeliła samolot, za zaangażowanie Rosji w konflikt zbrojny w Syrii. Egipskie władze zdementowały jednak tą informację i oświadczyły, że na tym etapie śledztwa przyjmują wersję o usterce technicznej jako przyczynie katastrofy.
Guardian poinformował, powołując się na agencję RIA Nowosti, że załoga tego samolotu kilka razy w ciągu minionego tygodnia zgłaszała obsłudze naziemnej na lotnisku Szarm el-Szejk możliwe usterki silnika.
W 2001 roku ta sama maszyna miała wypadek podczas lądowania na lotnisku w Kairze. Wówczas ogon samolotu uderzył o pas startowy. Pomimo, że samolot doznał poważnych uszkodzeń, żadna osoba na pokładzie nie odniosła poważnych obrażeń.
foto: AP




Jedna odpowiedź
W TVP wypowiadał się orientalista, że podobno Państwo Islamskie nic nie napisało o „zestrzeleniu” samolotu, a o „doprowadzeniu do upadku”. O ile zestrzelenie samolotu lecącego 10 km nad ziemią jest mało prawdopodobne, o tyle np. zamach na załogę wewnątrz samolotu, już bardziej.