Podobne problemy informatyczne, jak w Państwowej Komisji Wyborczej, dotknęły PKP Intercity. Pomimo zainwestowania o wiele większych kwot w oprogramowanie do systemu sprzedaży biletów, system nie zadziałał poprawnie.
Po uruchomieniu sprzedaży biletów (na połączenia od 14 grudnia), zauważono, że oprogramowanie to bubel informatyczny. Widząc negatywne skutki wizerunkowe wobec PKP, podjęto decyzję o odłączeniu sprzedaży online. W miejsce tego zapraszano klientów do nabywania biletów w kasach.
Najpierw szumnie zaproszono do zakupu biletów on-line, a potem rozpoczęto prace nad wadliwym oprogramowaniem i przywróceniem kanałów zdalnych. Sztab kryzysowy dopracowywał system przez 24 godziny na dobę. Z wielkim opóźnieniem organizacyjnym i programowym, wobec wielkich zaniedbań przy wdrażaniu oprogramowania, eksperci musieli pracowali nad uruchomieniem sprzedaży zdalnej, bez ryzyka dla dalszej sprzedaży w kasach. Gorączkowo trwały prace nad uruchomieniem internetowego systemu sprzedaży oraz przywróceniem normalnej pracy terminali i biletomatów.
Dopiero dwa dni póżniej, Jakub Karnowski, Prezes Grupy PKP, podjął decyzję o uruchomieniu sztabu kryzysowego. Praca trwała przez ponad 100 godzin. Trudna jest do zrozumienia i zaakceptowania wypowiedź Piotra Ciżkowicza, wiceprezesa PKP SA i szefa rady nadzorczej PKP Intercity, który stanął na czele sztabu kryzysowego. – To było trudne zadanie i bardzo dziękuję wszystkim, którzy pracowali nad usunięciem awarii, za ich gigantyczny wkład w rozwiązanie tej sytuacji – powiedział.
Życie pokazało, że bardziej gigantyczna jest nieodpowiedzialność szefa rady nadzorczej PKP Intercity, który gloryfikuje się po czasie, zamiast zapobiec błędom przez właściwy nadzór przed inauguracją systemu. Błędy tego systemu pokazały jak źle jest zarządzane PKP, że kadra zarządzająca bardziej potrafi uprawiać pusty PR wokół siebie, niż realnie zaangażować się w staranne i profesjonalne wykonywanie własnych obowiązków.
Tym razem na szczęście awaria nie była na torach tylko w informatycznych korytarzach. Zdarzyło już się w niedalekiej przeszłości, że tragedii zapobiegło sokole oko maszynisty – zatrzymano pociągi jadące na siebie, a prawdziwą przyczyną był brak nadzoru zarządu i akceptacja lekceważenia procedur lub ich brak w ogóle.
Przeprosiny nie załatwią problemu, kiedy dojdzie do tragedii. Zarząd PKP sam sobie dał czerwoną kartkę. Nadzorujący winni jak najszybciej wyciągnść wnioski, by w krótkim czasie nie okazało się, iż zarząd zapomniał o pasażerach, ich bezpieczeństwie, zajęty uprawianiem wokół siebie pozytywnego wizerunku.
Właściciel, jakim jest Skarb Państwa, traci wiele, pasażerowie ponoszą ogromne straty, natomiast prawdziwi winni nie ponoszą nawet odpowiedzialności.
MT





3 Responses
To wierzchołek góry góry lodowej afery w PKP. Wyjdzie jeszcze nie jedno
Ciekawa była informacja, którą wielokrotnie podawano w komunikatach publikowanych na stronie Intercity, że problem dotyczy [zaledwie] 10% klientów, bo tylko tylu korzysta ze kanałów zdalnych. Jeszcze niedawno argumentem na likwidowanie dworcowych kasy Intercity było, że większość podróżnych kupuje bilety w internecie. Obawiam się, że ktoś ma schizofrenię.
Przykładem paranoi na PKP niech będzie Augustów. Tam, z dworca odległego od miasta ponad 4 km, pociągi odjeżdżają całą dobę, ale bilety w kasie można kupic do 16-tej, bo potem pani kasjerka idzie sobie do domu. Widać, kolej bogata, wyżywi się sama! – jak mawiał kiedyś znany (niedo)Rzecznik.