Najnowsza tendencja w hiszpańskiej turystyce, która pojawiła się w czasach kryzysu, nosi nazwę „nano break”. Formuła ta stanowi dalsze skrócenie czasu trwania podróży w odniesieniu do formuły „short break” i jest dowodem na to, że Hiszpania nie zamierza zrezygnować z przemysłu podróżniczego. W praktyce, weekendowe wakacje zostają zredukowane do pojedynczego noclegu. Tego typu wyjazdy stały się prawie obowiązkowe i stawia na nie już 33% ankietowanych w pierwszych sondażach. Wybór pada oczywiście przede wszystkim na destynacje krajowe: na przedzie znalazła się Walencja, przy wzroście popytu o 60%, następnie Benidorm, przy wzroście popytu o 59%, dalej Sewilla (+49%), Cordoba (+24%) i Barcelona (+21%). Jednak niekwestionowanym zwycięzcą okazuje się San Sebastián, przy wzroście popytu o 193%. „Nano breaks” obejmują także inne kraje europejskie oraz północnoafrykańskie. W Sztokholmie zanotowano wzrost popytu o 293%.
Opr. Elżbieta Buczkowska



