Nieodpowiedzialność polityczna?

Nieodpowiedzialność polityczna, czy nieodpowiedzialność gospodarcza? Jeśli nie, to co? Takie pytania nasuwają się po informacji o zaskakującej i zdumiewającej decyzji prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (urząd odpowiedzialny m.in. za udzielanie koncesji, zatwierdzanie taryf energetycznych i przeciwdziałanie monopolizacji rynku) o uwolnieniu cen energii elektrycznej.

W dniu 31 października prezes Urzędu Regulacji Energetyki wydał komunikat o zwolnieniu przedsiębiorstw energetycznych posiadających koncesję na obrót energią elektryczną z obowiązku przedkładania taryf do zatwierdzania. Tak de facto oznacza to możliwość ustalania cen energii bez zatwierdzania ich składników i wysokości przez prezesa URE. Instytucja zatwierdzania cen została więc zastąpiona instytucją poinformowania o wysokości ceny. 

Ostatnie dni ustępującego rządu i przeddzień powołania nowego rządu, to nie czas, w którym powinno podejmować się brzemienne w swoich potencjalnych skutkach decyzje. Do takich natomiast można zaliczyć sztuczną i nieuzasadnioną rzeczywistością liberalizację cen energii elektrycznej. Decyzja ta wydaje się nie brać pod uwagę ani interesu konsumentów energii, ani interesu klientów przedsiębiorstw energetycznych. Uwolnienie cen energii na rynku, który nie jest wolny, może bowiem skutkować rynkowo nieakceptowanymi podwyżkami cen dla konsumentów (wszystkich obywateli) oraz wzrostem kosztów działalności przedsiębiorstw, co równoznaczne może być z obniżeniem ich pozycji konkurencyjnej. Sytuacja taka może być bardzo groźna zwłaszcza, dla dużych odbiorców energii elektrycznej. Wszystko to w sposób oczywisty może w swojej konsekwencji mieć wpływ na przyszły poziom inflacji, a skutkiem tego również na stopy procentowe NBP.

Nie tylko decyzja, czas jej podjęcia, ale i data ogłoszenia komunikatu prezesa URE sama w sobie jest już zastanawiająca, bowiem w przeddzień święta Wszystkich Świętych można było przypuszczać, iż każda ważna decyzja będzie zaskoczeniem i wywoła swoje komentarze oraz reakcje, co najmniej z dwudniowym opóźnieniem. Czy i o to chodziło?…

Decyzja prezesa URE wydaje się pochopna, brak jest bowiem przesłanek działających na jej rzecz. Ze względu na dotychczasową strukturę producentów i dystrybutorów energii elektrycznej, a przede wszystkim trwający proces koncentracji na rynku, możemy mówić bardziej o monopolizacji rynku, niż jego demonopolizacji. Bez ryzyka można postawić tezę, iż w Polsce mamy do czynienia z sytuacją istnienia, jeśli nie monopolu, to co najmniej duopolu na rynku, ze względu na to, iż akcjonariuszem w przeważającej części elektrowni jest jeden właściciel – Skarb Państwa. Potrzeby inwestycyjne natomiast w sektorze wytwarzania nie muszą być pokrywane wyłącznie pieniędzmi z kieszeni obywateli i przedsiębiorców – odbiorców energii.

Uwolnienie rynku energii, w tym i cen w Polsce jest potrzebne, ale nie może być dokonywane z zaskoczenia, znienacka, bez konsultacji i uzgodnień, bez przygotowania rynku odbiorców na potencjalne zagrożenia wynikające z takiego działania. W sytuacji, jaka zaistniała bark jest bowiem możliwości podejmowania przez odbiorców działań zapobiegawczych – np. zwiększenie efektywności pracy przedsiębiorstw, w tym zwiększenie efektywności pracy lub wymiana urządzeń pobierających energię elektryczną, termomodernizacja, zwiększenie oszczędności i racjonalizacja zużycia energii, poszukiwanie tańszych producentów prądu, zmiana dostawców energii, zastępowanie prądu inną energią, itp., itd.

Wypada więc w tym miejscu zaapelować do prezesa Urzędu Regulacji Energetyki o zweryfikowanie swojej decyzji, a do prezesów spółek energetycznych o powstrzymanie się z przewartościowaniem cen energii do czasu powstania nowego rządu i podjęcia stosownych decyzji przez nowy gabinet oraz podległe mu instytucje.

poseł Adam Szejnfeld

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *