
Władze lotniska usunęły pasażera z samolotu przygotowującego się do lotu z Whangarei do Auckland (Nowa Zelandia). Miało to miejsce po tym, jak zażartował, że jego krewny ma przy sobie bombę.
Policja przeprowadziła szeroko zakrojone przeszukanie bagażu i całego samolotu. Nie znalazła żadnych podejrzanych przedmiotów.
Michael Chubb, kierownik lotniska Whangarei District Airport przypomina, że nie ma czegoś takiego jak „bombowe żarty”. Zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo pasażerów. Zaznacza również, że wszystkie żarty, które odnoszą się do bezpieczeństwa na pokładzie są traktowane poważnie. A autorów głupich dowcipów mogą dotknąć surowe kary.
źródło: newshub
foto: unsplash



