Protesty przeciwko budowie dworca w Stuttgarcie

W Stuttgarcie ma powstać największy i najbardziej nowoczesny dworzec kolejowy Europy. Mieszkańcy go jednak nie chcą. Codziennie przeciwko budowie protestują tysiące ludzi
Kilka dni temu przez Stuttgart w marszu milczenia przeszło 20 tys. ludzi. Większość ubrała się na czarno. Skandowali: „Pogrzebmy ten projekt!".

Protesty pod rozbieranym starym dworcem to w Stuttgarcie norma. Plac budowy dzień i noc otacza grupa ludzi. Gdy na budowę przyjeżdżają wywrotki, włączają syreny i skandują.
Nowy dworzec ma zastąpić budynek pamiętający kajzera Wilhelma II. Od 2016 r. szybkie pociągi ICE będą zatrzymywać się na dworcu położonym całkowicie pod ziemią. Powietrze i światło słoneczne na cztery perony ma dochodzić z umieszczonych na powierzchni 23 szklanych kopuł. Między nimi powstaną park, biurowce i filharmonia.

Inwestycja pochłonie 4,1 mld euro, dodatkowe 3 mld kolej wyda na przebudowę linii łączącej Stuttgart z Monachium –  czas przejazdu między odległymi o prawie 250 km miastami ma skrócić się z dwóch do półtorej godziny.

Przeciwnicy twierdzą, że budowa obiektu o objętości 8 mln m sześć, będzie szkodliwa dla środowiska. Przede wszystkim dlatego, że zaburzony zostanie system wód gruntowych.

 – Budowa zatruje stuttgarckie źródła wody mineralnej –  mówi Boris Palmer, burmistrz Tybingi i jeden z przywódców Zielonych w Badenii. Projektanci twierdzą, że to bzdura.

Według Zielonych dworzec ma kosztować prawie dwa razy więcej niż podaje kolej. Brakującą sumę trzeba będzie pokryć z kasy miasta, a wówczas zabraknie pieniędzy na np. kulturę czy opiekę socjalną.

Mieszkańcy przyzwyczaili się do starego dworca. Kilka lat temu na demonstrację przeciw budowie ściągało kilka tysięcy ludzi. Dziś 10 razy więcej, a po stronie protestujących jest ponad połowa mieszkańców Stuttgartu. Za nowym dworcem niewiele ponad jedna trzecia.

  – Wstrzymajcie budowę, porozmawiajmy o alternatywach –  apeluje do władz Palmer.  – Od budowy nie ma odwrotu – mówią chadecki burmistrz miasta Wolfgang Schuster i szef kolei Rüdiger Grube. Ich zdaniem wycofanie się z placu budowy kosztowałby miliony.  – Kolej w Europie przeżywa renesans. Potrzebujemy nowoczesnych połączeń –  dodaje Grube.

Protestujący zapowiadają, że nie ustąpią i gotowi są bić się o stary dworzec.

Źródło: gazeta.pl

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *