Za ponad 1,5 mln zł wybudowano kolektor sanitarny ze zbiornikiem na nieczystości, rozebrano do fundamentów drewnianą konstrukcję i zbudowano ją od podstaw pod okiem konserwatora zabytków. Budynek został ocieplony, a na dachu zamontowano nawet kolektory słoneczne. Ale zapomniano o nowej instalacji zasilającej w prąd. Andrzej Rokicki ma dość. We wrześniu pakuje się i wynosi ze schroniska na Szczelińcu, które dzierżawi od Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. – Wszystko przez prąd – mówi i tłumaczy, że w gniazdkach zamiast 230 jest 170, a czasem nawet 150 wolt. Lodówki rozmrażają się bez przerwy, pompa nie chce pompować wody, a komputer sterujący nowoczesnym systemem ogrzewania, głupieje. – Wszystko dlatego, że podczas wielkiego remontu schroniska, trzy lata temu, zapomniano o wymianie linii zasilającej – irytuje się Rokicki.



