Tragedia nieopodal tajlandzkiego kurortu Pattaya

Ogromnie popularnym kierunkiem wakacji w porze u nas jesienno – zimowej jest Tajlandia. Atrakcje niezwykle malowniczego kulturowo i krajobrazowo kraju, doskonała słoneczna pogoda przyciągają rzesze polskich turystów. Zresztą nie tylko Polacy wypoczywają w Tajlandii; rocznie odnotowuje się tu ok. 22 miliony turystów z całego świata. Przez pewien czas nad tą destynacją ciążyło odium tsunami z 2004 roku, ale rychło po kataklizmie odbudowała się turystyczna infrastruktura. Wiara w bezpieczne tajlandzkie wakacje trwała więc jak niezmącone niebo nad Pattaya, aż do minionej niedzieli…

Na promie, którym płynęło z wyspy Ko Lan do Pattaya ok. 200 pasażerów, winno być co najwyżej 130-150 osób. Zaalarmowani przez obsługę promu, że pojawiły się istotne problemy z silnikiem, wszyscy pasażerowie udali się na górny pokład. Ta ewakuacja z pokładu niższego na wyższy prawdopodobnie spowodowała, iż prom się przechylił i wkrótce zatonął. Według innej wersji – jednostka zeszła z kursu i zahaczyła o podwodne skały, co doprowadziło do zniszczenia części podwodnej promu a zaraz też zalania pokładu dolnego a w rezultacie zatopienia.

Trudno nawet o statystykę. Prawdopodobnie połowa tych, którzy podczas tragicznego rejsu byli na promie, to Tajowie. Drugą połowę stanowili obcokrajowcy, z dużą przewagą Rosjan. Według informacji ITAR-TASS, uratowano 80 pasażerów, z czego 10 przetransportowano do szpitali. Mówi się o co najmniej sześciu ofiarach śmiertelnych, w tym dwoje Polaków, małżeństwo ze Stalowej Woli,  w wieku ok. 60 lat.
Z opowieści, które nie muszą być gołosłowne, bo odnoszą się do tajlandzkich „standardów”, wnieść można, iż nie było odpowiedniej ilości kamizelek ratunkowych. Zatem pasażerowie, znalazłszy się  w wodzie Zatoki Tajlandzkiej, próbowali utrzymać się na powierzchni, uczepieni różnych przedmiotów, będących wcześniej wyposażeniem promu. Trwało to do momentu pojawienia się służb ratowniczych.
Tymczasem 42-letni kapitan zaraz po katastrofie zniknął z miejsca zatonięcia promu. Dopiero w godzinach nocnych oddał się w ręce lokalnej policji. Jak donosi „Bangkok Post”, wciąż jeszcze był pod wpływem środków odurzających.

E.M.

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *